poniedziałek, 23 listopada 2015

20 "... spędziliśmy razem upojną noc"


-Powiesz mi, jak to właściwie się stało? -zapytałem, kiedy Zoe się uspokoiła. Siedliśmy wtedy razem na sofie.
-Co takiego? -odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Dlaczego George zaproponował tobie ten cały związek.
-Chciał sensacji, żeby płyty lepiej się sprzedawały w pierwszych tygodniach po premierze.
-Ale dlaczego akurat ty? I dlaczego Niall? -nie przestawiałem zadawać pytań, bo chciałem wiedzieć dosłownie wszystko, nawet najmniejsze szczegóły.
-Pamiętasz kiedy odprowadziłeś mnie po imprezie? -przytaknąłem. -Następnego ranka w sieci pojawiły się zdjęcia, jak opuszczasz mój dom. Ludzie zaczęli pisać, że coś między nami jest -bo chyba było. Dopowiedziałem sobie w myślach i wróciłem do tego, co mówiła Zoe: -Jeszcze tego samego dnia George wezwał mnie do siebie. Dał mi ultimatum, albo przestaję się z wami widywać, albo wchodzę w związek z jednym z was. Z początku go wyśmiałam, nie można przecież zmusić kogoś do uczuć...
-Nie... -lekko pokiwałem głową. Patrzyłem jej w oczy i doskonale wiedziała, co z nich wyczytać. Bo mnie nikt nie zmusił do uczuć. Sam się w niej zakochałem i za cholerę nie mogłem z tego wybrnąć. Ale kiedy siedziała tu, obok, wcale mi to nie przeszkadzało. Mogłem zakochiwać się na nowo i jeszcze mocniej. Bo byliśmy sami, nikt nam nie przerywał. Patrzyłem na nią tak długo, jak chciałem.
-George nie chciał, żebyś to był ty, bo podobno i tak już masz opinię kobieciarza -powiedziała nieśmiało i nic nie dodała, bo odezwałem się ja:
-Co? -nieco uniosłem ton. -To jakieś bzdury. Ludzie myślą, że każda kobieta, z którą jestem widywany, od razu jest ze mną w związku.
-Jak wtedy, gdy wychodziłeś ode mnie? -uniosła brwi i lekko się uśmiechnęła. Nie chciała być złośliwa, raczej zadać mi podchwytliwe pytanie. Odpowiedziałem więc uśmiechem.
-Nie. Wtedy pomyśleli pewnie, że spędziliśmy razem upojną noc -oboje lekko się zaśmialiśmy.
-Mieli rację, zasnąłeś zanim przyniosłam herbatę.
-Przepraszam -lekko spoważniałem, choć wiedziałem, że nie oczekiwała za to żadnych przeprosin.
-Daj spokój, nigdy nie byłam za to zła.
-Dlaczego on wybrał właśnie ciebie? -chciałem zadać sobie to pytanie w myślach, ale chyba mi nie wyszło. Brązowe tęczówki, które patrzyły prosto w moje, pozwoliły mi zdać sobie sprawę, jak bardzo Zoe jest dla mnie ważna. Nie mogłem pogodzić się z tym, że straciliśmy tyle czasu przez tę cholerną zachciankę Georga.
-Nie wiem -bezradnie wzdrygnęła ramionami. -Byłam akurat w pobliżu, nie musiał szukać nikogo innego. Gdyby nie chodziło o tatę, nigdy bym tego nie zrobiła... Nie tobie, Harry -spuściła wzrok i nerwowo zaczęła gnieść w dłoniach materiał swojej bluzki.
-Rozumiem -odpowiedziałem. Bo w tamtym momencie naprawdę rozumiałem. -Nie martw się o to -dodałem, a kiedy chwyciłem jej rękę, znowu na mnie spojrzała. -Masz ochotę na spacer? -zapytałem, bo nie zdążyłem wymyślić nic innego. Chciałem po prostu, by przestała na chwilę myśleć o wszystkim. Lekko przytaknęła i wstała, wciąż trzymając moją dłoń. Puściła dopiero wtedy, gdy zakładała na siebie sweter. Przełożyła też torebkę przez ramię i otworzyła drzwi, niepewnie rozglądając się dookoła. Wyszedłem za nią i zatrzymałem się, kiedy zamykała drzwi. Teraz to ja upewniłem się, że w pobliżu nie ma nikogo podejrzanego.
-Możemy iść? -zapytała, widząc, że się rozglądam.
-Mhm -przytaknąłem i ruszyłem za nią. Dotrzymywałem jej kroku, bo klatka schodowa była dość szeroka. Po wyjściu z kamienicy od razu skręciliśmy w lewo. Zoe lepiej znała okolicę, dlatego nie kłóciłem się, jeśli chodziło o drogę.
Właściwie szliśmy w milczeniu. Dookoła również było cicho, pewnie ze względu na porę.
-Jak znalazłaś się w Paryżu? -przerwałem w końcu, kiedy znaleźliśmy się na bulwarze. Tutaj również nie było zupełnie nikogo. Tylko Zoe, ja i oświetlające wszystko dookoła latarnie.
-Tak samo jak ty znalazłeś się w Stanach. Poza tym są jeszcze studia, ale to wydawało się mniej ważne -czyli oboje uciekaliśmy. Ona przede mną, a ja przed nią. -Nie mogłam pozwolić na to, żebyśmy wpadali na siebie w wytwórni. Zresztą, jaki to miało sens?
-Żaden, ostatnio uciekłem jak tchórz -odpowiedziałem na pytanie, na które właściwie Zoe nie oczekiwała odpowiedzi.
-Kolejnym razem to pewnie ja bym uciekła -wzdrygnęła ramionami.
-Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Miałem ci tyle do powiedzenia...
-To powiedz to teraz -przystanęła i lekko się uśmiechnęła, kiedy odwróciłem się w jej stronę.
-Tęskniłem za tobą -podszedłem bliżej.
-To wszystko? -zaśmiała się, patrząc mi w oczy.
-Nie, ale reszta jest już nieaktualna.
-Oh, to tak jak moja teoria o samochodzikach -odwróciła wzrok i znów zaczęła stawiać kroki.
-Co? -zapytałem lekko rozśmieszony i szybko ją dogoniłem.
-Zapomnij, to już nieaktualne.
-Hej! -chwyciłem ją za rękę i przybliżyłem do siebie. -Chcę to usłyszeć.
-Kojarzysz samochodziki z wesołego miasteczka? -przytaknąłem, bo doskonale wiedziałem, o jakich samochodzikach mówiła. -Porównałam je do nas. Im bardziej się do siebie zbliżamy, tym większa siła odpychania -widziała, że uważnie jej słucham, dlatego dodała: -jak teraz -i szybko się odsunęła. Podbiegła pod najbliższą latarnię i oparła się o nią plecami. Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem w jej stronę.
-Wiesz co? -zapytałem, gdy byłem jeszcze kilka kroków od niej.
-Hm?
-Zawsze możemy wsiąść do jednego -znalazłem się wtedy twarzą kilka centymetrów od jej, dlatego wyszeptałem delikatnie. Nie miała dla mnie kolejnej riposty, dlatego stała i po prostu patrzyła mi w oczy.

*Zoe*

Żadne z nas nie musiało już uciekać. Stał tu, przede mną. W jednej sekundzie obalił całą moją teorię o samochodzikach i spojrzałam na nią z zupełnie innej perspektywy. Przecież miał rację, mogliśmy wsiąść do jednego. A skoro o tym wspomniał, to może właśnie tego chciał? Nie wiedziałam, czego chciał. Nie czytałam mu przecież w myślach. Ale czytałam w zielonych tęczówkach, które patrzyły teraz prosto w moje. Lekko pochylił się w moją stronę i wiedziałam, jaki będzie jego kolejny ruch. Moje serce zaczęło bić dużo szybciej, bo cholernie chciałam, żeby to zrobił. Chciałam w końcu poczuć jego usta na moich. Chciałam w końcu mieć go przy sobie. Chciałam w końcu przestać uciekać. I zrobił to. Najpierw delikatnie odgarnął włosy z mojego lewego policzka za ucho i zbliżył się jeszcze trochę. Później było już tylko jak w bajce. W końcu znaleźliśmy się w tym samym samochodziku.

-Mam jeszcze jedno pytanie -zapytał, kiedy znów znaleźliśmy się w moim mieszkaniu.
-To je zadaj zanim minie mi ochota na odpowiadanie -rzuciłam, kładąc kubki z herbatą na stoliku.
-Kim był ten chłopak, który dobijał się do drzwi? -spojrzał na mnie niepewnie.
-To... długa historia.
-Nie spieszy mi się -posłał w moją stronę ciepły uśmiech.
Wiedziałam, że prędzej czy później i tak się dowie. Jeśli nie ode mnie, to od Nialla. Wolałam jednak być z nim całkowicie szczera, dlatego opowiedziałam o wszystkim. Harry słuchał uważnie, nie przerywając ani razu.
-Dupek -skwitował dopiero, kiedy skończyłam. Spuściłam wtedy wzrok i lekko uśmiechnęłam się pod nosem.
-Nadal nie potrafię zrozumieć, dlaczego robił to wszystko... Wydawał się być w tym taki prawdziwy...
-Tęsknisz za nim?
-Nie -odpowiedziałam bez zawahania, od razu unosząc wzrok. -Był miły, starał się, załatwił tę kolację, ale... -wzdrygnęłam ramionami i po chwili dodałam: -ale nigdy nie byłby tobą.
-To dlaczego...
-Bo byłam tu kompletnie sama -przerwałam mu zanim zdążył dokończyć pytanie. -Chciałam mieć kogoś blisko. Chciałam być dla kogoś ważna.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo byłaś... -zatrzymał, by po chwili poprawić: -jesteś dla mnie ważna. Sam nie wiem, dlaczego zdałem sobie z tego sprawę tak późno.
-Bo zjadłam z tobą lody miętowe -uśmiechnęłam się, a on odpowiedział mi tym samym. Nie chciałam dłużej zamartwiać się ani Alexem ani własną samotnością, dlatego wstałam z kanapy i oznajmiłam: -pójdę pod prysznic, jeśli nie masz nic przeciwko.
W odpowiedzi jedynie przytaknął. Nie pozostało mi więc nic innego jak pójść do sypialni po świeże ubrania, a następnie do łazienki. Mój prysznic nie trwał długo. Weszłam po prostu pod strumień ciepłej wody, zmyłam z siebie negatywne emocje, dołączyłam do tego mój ulubiony płyn o zapachu mango i wyszłam. Ubrałam ulubione spodnie dresowe, a na górę t-shirt z nadrukiem. Zanim wróciłam do salonu, związałam jeszcze włosy w kucyka. Spodziewałam się śpiącego Harrego na kanapie, lecz pozytywnie mnie zaskoczył. Krzątał się w kuchni, robiąc kanapki. Oparłam się o futrynę i obserwowałam go dopóki mnie nie zauważył.
-Przepraszam, że się rządzę. Pomyślałem, że możesz być głodna.
-Nie przeszkadza mi to -uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. Harry wrócił do kanapek, a ja wstawiłam wodę w czajniku. Sięgnęłam też z szafki świeże kubki i wsadziłam do środka torebki z herbatą.
-Siądź, dokończę -przecząco pokiwałam głową i nie ruszyłam się z miejsca. Westchnął pod nosem i zaniósł kanapki na stół, po czym wrócił koło mnie.
-Nie krępuj się, zacznij beze mnie. Woda za chwilę powinna się zagotować.
-Nie chcę zaczynać bez ciebie -zbliżył do siebie nasze twarze i spojrzał na mnie, jak przed ostatnim pocałunkiem. Na jego słowa lekko uśmiechnęłam się pod nosem i spuściłam wzrok. Uniósł wtedy mój podbródek i gdyby nie ta cholerna woda w czajniku to z pewnością znów by mnie pocałował. Teraz to ja lekko westchnęłam i odwróciłam się, by zaparzyć herbatę. Wlałam wrzątek do kubków i odstawiłam czajnik na miejsce. Harry zdążył wtedy wziąć obie herbaty i ruszył w stronę stołu.
Nie jedliśmy w milczeniu, co bardzo mnie zaskoczyło. Myślałam, że wszystko będzie dość niezręczne, ale wcale się takim nie wydawało. Chyba postanowiliśmy wykorzystać ten czas na nadrobienie zaległości. Harry pytał o moje studia, ja natomiast o trasę. Później znalazły się też inne tematy. Kanapki szybko zniknęły ze stołu, a my nadal rozmawialiśmy.
-Powinnaś się położyć -powiedział niepewnie, kiedy ziewnęłam któryś raz z rzędu. Twierdząco kiwnęłam głową, choć bałam się, że gdy się obudzę, już go tutaj nie będzie. Chciałam mieć pewność, że zostanie.
-Umm... -zaczęłam nieśmiało, bo przypomniałam sobie jego wcześniejszą rozmowę z Niallem. Powiedział przecież, że nigdzie się nie wybiera. Musiał więc zostać na noc.
-Nie przejmuj się, położę się tutaj -ciepło się uśmiechnął i wskazał na kanapę.
-Mimo to, że nie jest wygodna?
-Mimo to -zaśmiał się pod nosem, co było dość urocze. Lekko spuścił wzrok, pewnie dlatego, by ukryć dwa dołeczki w policzkach, które pojawiały się tylko wtedy, gdy jego uśmiech był szczery.
-Co jeśli zaproponowałabym....
-To bez zastanowienia odpowiedziałbym tak -bezczelnie mi przerwał, choć w sumie nie przeszkadzało mi to, bo nie musiałam pytać go o "pójście do łóżka".
Oboje dość nieśmiało ułożyliśmy się w sypialni. On po lewej stronie łóżka - ja po prawej. Nie chciałam leżeć na wznak, gapiąc się w sufit, ale nie chciałam też odwracać się do niego plecami. Przechyliłam się więc lekko w lewą stronę i po powiedzeniu "dobranoc", zamknęłam oczy. Nie po to by zasnąć, byłam tak podekscytowana faktem, że znowu jest obok, że nawet nie próbowałam spać.
-Wiesz, że przez ciebie nie zasnę? -usłyszałam, dlatego od razu otworzyłam oczy. Dopiero wtedy zorientowałam się, że leżał naprzeciw mnie. Teraz znowu przeszywał mnie wzrokiem. Lekko uśmiechnęłam się, kiedy pogładził kciukiem mój policzek. Później przekręcił się w lewo i rozłożył ramię, upewniając się, że ułożę głowę na jego klatce piersiowej. Kiedy to zrobiłam, objął mnie nieco lżej niż ostatnim razem i ucałował moją głowę. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo wiedziałam, że tego nie zauważy. Byłam szczęśliwa, a źródło tego szczęścia leżało obok mnie. Od dawna chciałam, właśnie tak się czuć. I wreszcie się stało. Był tu, ze mną. A ja w końcu czułam się bezpieczna, jak w domu. Bo Harry był moim domem.

sobota, 14 listopada 2015

19 "Jesteś idiotą, Harry"

*Harry*
Przebudziłem się kilka minut przed szóstą i od razu powędrowałem wzrokiem do łóżka obok, by upewnić się, że jest w nim Zoe. Nie było jej. Szybko więc podniosłem się z miejsca i rozejrzałem dookoła. Niall spał na fotelu przy oknie, co nie było dla niego większym problemem. Kiedy wstałem, poprawiłem koc, którym był przykryty. Rozglądając się dalej, znalazłem Zoe. Stała na balkonie w hotelowym szlafroku popijając herbatę, którą przyniósł Niall jeszcze poprzedniego wieczoru. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, kiedy znalazłem się obok niej.
-Jest dość chłodno, wróć do środka -powoli odwróciła wzrok w moją stronę i lekko się uśmiechnęła.
-Nic mi nie będzie -odpowiedziała, nie przestając na mnie patrzeć. Nie miałem z tym problemu. Sam również uwielbiałem przeszywać ją wzrokiem. Jej brązowe oczy były wtedy oceanem zmartwień, z których nie umiałem odczytać ani jednego, pomimo tego, że bardzo chciałem.
-Przyniosę ciepłą -wskazałem na kubek herbaty i zacząłem się oddalać.
Nie czekałem nawet na jej odpowiedź. Szerze mówiąc, nie chciałem chyba, by szła ze mną. Dlatego szybko przemknąłem przez pokój i wyszedłem na korytarz. Windą zjechałem na parter, gdzie udałem się do hotelowej restauracji. Kelnerka od razu zapytała, w czym może mi pomóc, a wtedy poprosiłem o dwie herbaty. Przyniosła moje zamówienie kilka chwil później, życząc miłego dnia. Odpowiedziałem tym samym i biorąc kubki do rąk, ruszyłem z powrotem do pokoju. Łokciem nacisnąłem klamkę i wszedłem po cichu, by nie budzić Nialla. On wciąż leżał na fotelu, a ona wciąż stała zamyślona na balkonie.
-Proszę -powiedziałem dość nieśmiało, podając jej kubek. Najpierw spojrzała mi w oczy, lekko się uśmiechając, a dopiero potem odebrała napój. Nie powiedziała nic. Przez cały ten czas, kiedy staliśmy razem na balkonie, nawet się nie odezwała. Opierała się o barierkę i wpatrywała w dal. Próbowałem robić to samo, ale właściwie cały czas patrzyłem na nią ukradkiem. Jej różowe od zimna policzki zmieniły kolor na łagodniejszy, kiedy wypiła kilka łyków gorącej herbaty. Za duży szlafrok zwisał z jej ramion, na które opadały włosy. Były krótsze, niż kiedy widzieliśmy się ostatnio. Zmieniły też kolor, na jakby ciemniejsze. Ale ona wciąż była taka sama. Była dokładnie taka, kiedy się w niej zakochałem. Z tą różnicą, że wtedy miała na sobie za duży t-shirt, a nie szlafrok i to ona robiła herbatę dla mnie, nie ja dla niej. Nie wiem, ile czasu staliśmy na balkonie. Wystarczająco długo, bym zdążył wypić herbatę. I cały ten czas milczeliśmy. Milczenie to było przerywane jedynie dźwiękami budzącego się do życia Paryża. Stałem obok niej i zastanawiałem się tylko nad jednym: dlaczego wyszło jak wyszło? Dlaczego przyjęła propozycję Georga? Dlaczego udawała związek z Niallem? Najbardziej pragnąłem jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie mogliśmy być razem? Chciałbym mieć ten widok przed oczami każdego ranka. Kiedy stoi na balkonie w za dużych ubraniach (najlepiej moich), pije herbatę i czeka aż do niej dołączę. Ale Zoe wybrała pieniądze i tę cholerną umowę. I to właśnie była odpowiedź na wszystkie te pytania.
Wciąż patrzyłem na nią ukradkiem, kiedy to odwróciła się w moją stronę. Nawet nie próbowałem odwracać wzroku. Doskonale wiedziała, że to robiłem. Teraz patrzeliśmy sobie w oczy, a żadne z nas nie odważyło się przestać. Nie wiem, dlaczego, ale widziałem w jej oczach ból. Nie fizyczny, jakby ktoś właśnie przywalił jej w nos. Chodziło bardziej o ból psychiczny, dokładniej złamane serce.
-Nie śpicie już? -odwróciłem się, kiedy usłyszałem zaspanego Nialla. Stanął w progu i przetarł oczy. Lekko pokręciłem głową i pozbierałem kubki, które leżały na ziemi. Wniosłem je z powrotem do pokoju i położyłem się na łóżku. Nie czułem się komfortowo, kiedy oprócz Zoe, obok był Niall. Wiedział o niej więcej niż ja. W końcu to on ją tutaj przyprowadził. Musiała mu więc powiedzieć co się stało. Żyłem w niewiedzy, nie mogąc jej w żaden sposób pomóc. Usłyszałem jedynie szept Nialla dochodzący z balkonu:
-Wszystko w porządku?
-Zawsze, kiedy o to pytasz, nie jest w porządku. I tym razem cię nie zaskoczę -odpowiedziała równie cicho, ale wciąż słyszałem dokładnie każde słowo.
-Będzie dobrze, jesteś bezpieczna -spojrzałem w ich stronę i zobaczyłem jego rękę na jej ramieniu. Lekko pochyliła się w jego stronę. Przytulił ją do siebie i gładził jej plecy. Odwróciłem wtedy wzrok. Nie chciałem dłużej na to patrzeć. Mimo że byłem pewien, że był to przyjacielski uścisk, chciałem być na miejscu Nialla.

*Zoe*
Zarówno Niall, jak i Harry zaczęli szykować się do koncertu już po lunchu. Żadne z nas nie chciało wychodzić z pokoju, dlatego zamówiliśmy room service. Kilka chwil po czternastej do drzwi zapukał Andy i kazał się pospieszyć. Sama byłam już dawno gotowa, więc chwyciłam torebkę i stanęłam obok ochroniarza.
-Daj spokój -uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. -Kiedy wrócę tutaj za piętnaście minut, oni nadal nie będą gotowi.
-Oh -odpowiedziałam zdezorientowana. -Dostosuję się.
-Przyjdę niedługo, a ty dopilnuj, by byli gotowi. Ufam tobie -lekko się uśmiechnęłam i przytaknęłam, przyjmując zadanie. Andy wyszedł z pokoju, a ja przeniosłam wzrok na Harrego i Nialla, patrząc jak próbują się ogarnąć. Nie chodziło o wygląd, obaj wyglądali dość dobrze. Pakowali jednak niewielkie torby, ciągle szukając to nowych rzeczy, które mogliby do nich wsadzić. Niall stanął koło mnie kilka minut później, a Harry ciągle chodził zakłopotany po pokoju. Był widocznie zdenerwowany, jakby zgubił coś ważnego. Oddałam torebkę w ręce Nialla i podeszłam bliżej Harrego.
-Pomóc ci jakoś? -zapytałam, kładąc mu rękę na ramieniu. Natychmiast przeniósł na mnie wzrok i przez chwilę się nie odzywał. Trwało to dopóki w pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
-Muszę coś znaleźć -odpowiedział, kiedy upewnił się, że Niall niczego nie słyszy.
-To Andy -oznajmił blondyn.
-Daj nam chwilę -posłałam mu proszące spojrzenie.
-Tylko się pospieszcie -popatrzył najpierw na Harrego, później na mnie, a potem wyszedł z pokoju.
-Czego szukamy? -zapytałam natychmiast, nie chcąc tracić czasu.
-Krzyżyk. Nigdy go nie zdejmuję, musiał się zerwać -doskonale wiedziałam, o jaki krzyżyk chodziło. Zawsze wisiał na jego szyi. Także tego ranka, kiedy staliśmy razem na balkonie. Musiał się więc zerwać w pokoju, bo nigdzie nie wychodziliśmy. Oszczędziłam więc Harremu niepotrzebnych słów i zaczęłam rozglądać się dookoła. Sprawdziłam między łóżkami, później także pod nimi, ale niczego nie znalazłam. Kiedy Harry sprawdzał łazienkę, podniosłam pościel z łóżka, na którym spał. Tam nie znalazłam krzyżyka. Podniosłam więc poduszkę.
-Znalazłam -krzyknęłam, tak, by usłyszał mnie Harry. Od razu zjawił się obok. -Nie jest zerwany. Musiał się tylko odpiąć -posłałam mu ciepły uśmiech, przekazując wisiorek. Delikatnie musnęłam jego dłoń, by sekundę później szybko ją odsunąć.
-Dziękuję -odpowiedział cicho, przenosząc wzrok z wisiorka na mnie. -Mogłabyś? -znów oddał go w moje ręce i odwrócił się plecami. Był za wysoki, bym dosięgnęła bez problemu, dlatego stanęłam na palcach i zawiesiłam wisiorek na jego szyi, upewniając się, że jest dobrze zapięty.
-Powinniśmy już iść -powiedziałam, kiedy znów stanęłam na ziemi.
-Tak -lekko przytaknął i przepuścił mnie pierwszą. Szybko przemknęłam do korytarza, a następnie otworzyłam drzwi. Nie musiałam ich przytrzymywać dla Harrego, bo zrobił to sam. Skręciłam więc w lewo do windy.
-Nie tam -usłyszałam nagle, a później poczułam, jak jego ręka ciągnie moją w drugą stronę. Spojrzałam najpierw na nasze dłonie a potem na niego ze zmieszaną miną. Kiedy to zauważył, od razu mnie puścił. -Musimy wyjść tyłem, na dole jest za dużo fanów -wytłumaczył szybko. Nic nie odpowiedziałam, jedynie przytaknęłam i ruszyłam za nim. Klatką schodową zeszliśmy do jakiegoś ciemnego korytarza. Nie widziałam, gdzie idę, dlatego chwyciłam koszulkę Harrego, by go nie zgubić. Zatrzymał się na chwilę, przez co prawie na niego wpadłam i swoją dłonią szukał mojej. Kiedy ją znalazł, lekko splótł nasze palce i znów ruszył. Prowadził mnie przez kilka chwil. Później zaczęło się już robić jasno, dlatego puściłam jego rękę, nie chcąc, by czuł się niekomfortowo. Harry otworzył drzwi i upewnił się, że wyszłam przed nim. Na zewnątrz czekał Niall z Andym.
-Możemy jechać? -zapytał ochroniarz, kiedy tylko się zjawiliśmy.
-Tak -odpowiedział Harry i wszyscy ruszyliśmy w stronę samochodu. Andy usiadł z przodu, obok kierowcy, my natomiast usiedliśmy z tyłu.

*Harry*
Nasze kolana stykały się na każdym zakręcie, ale nie powiem, żeby mi to w jakiś sposób przeszkadzało. Podróż z hotelu na stadion zajęła nieco ponad piętnaście minut, a my przez cały ten czas nie odezwaliśmy się nawet słowem. Niall sprawdzał coś w telefonie, a Zoe i ja siedzieliśmy w milczeniu, patrząc w dal. Kiedy dotarliśmy na miejsce, wyszedłem z samochodu i poczekałem aż za mną wysiądzie Zoe. Wybrała jednak drzwi od strony Nialla. Zawiedziony trzasnąłem nieco głośniej niż zwykle i poczekałem na dalsze instrukcje Andy 'ego. Nigdy wcześniej nie graliśmy na tym stadionie, dlatego nie wiedziałem, gdzie powinienem się udać. Andy wyprzedził nas wszystkich i otworzył jedne z drzwi. Przywitała nas tam niewysoka brunetka. Po tym, jak ustaliła pewne szczegóły z Andym, wskazała drogę do garderoby. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Gemmę, która przyjechała na stadion razem z naszą stylistką.
-Zoe? -zapytała zdziwiona, kiedy tylko ją zobaczyła. Szybko rozłożyła ręce i obie zaczęły się ściskać.
-Chłopcy, musicie iść na próbę dźwięku -Andy pośpieszył Nialla i mnie. Nie zostaliśmy więc z Gemmą i Zoe, udaliśmy się natomiast do garderoby. Zostawiłem tam swoją torbę i razem z Niallem wyszliśmy na scenę. Kiedy Andy przeprowadził nas przez skomplikowaną sieć korytarzy, w końcu znaleźliśmy się na miejscu.

Koncert rozpoczął się chwilę po dwudziestej. Starałem się nie przelewać życia prywatnego na scenę, dlatego jak zwykle, dałem z siebie wszystko. Co jakiś  czas spoglądałem tylko w lewą stronę, by upewnić się, że Zoe i Gemma nigdzie nie zniknęły. Straciłem je z oczu dopiero kilka piosenek przed końcem. Musiały wówczas wrócić na backstage, by uniknąć późniejszego zamieszania. Razem z resztą, zeszliśmy ze sceny jakieś pół godziny później. Przetarłem pot z czoła ręcznikiem, który leżał w pobliżu i udałem się do garderoby. Louis i Liam chcieli od razu wrócić do hotelu, dlatego nawet się nie przebierali. Ja natomiast wolałem udać się do łazienki i chociażby zmienić koszulkę. Nie czekając więc na Nialla, przemknąłem przez garderobę i stanąłem nad umywalką. Nabrałem wody w ręce i ochlapałem twarz. Zdjąłem też koszulkę i po zmyciu większości potu, nałożyłem nową. Kilka chwil później wróciłem do garderoby, gdzie znajdowała się Zoe. Zauważyłem także George, którego obecność dość mnie zdziwiła, bo wcześniej nigdzie go nie widziałem. Rzucił do Zoe szybkie "Do zobaczenia" i wyszedł zanim zorientował się, że zdążyłem wyjść z łazienki. Spojrzała na mnie zmieszana i czekała aż coś powiem. Wcześniejszy widok Georga wywołał we mnie jakieś dziwne emocje, dlatego bez głębszego zastanowienia rzuciłem:
-Wynegocjowałaś kolejną umowę? -nie odpowiedziała nic, jej oczy napełniły się łzami i spojrzała na mnie z rozczarowaniem. -Śmiało, idź. George z pewnością ma dla ciebie jakąś nową ofertę -w tamtym momencie pożałowałem każdego wypowiedzianego słowa. Zoe stała bez ruchu i dopiero wtedy po jej policzkach spłynęło kilka łez. Szybko otarła je dłonią i odwróciła się na pięcie. Zanim wyszła, zdążyła już się rozpłakać. Zaszlochała kilka razy, a chwilę później już jej nie było.
-Jesteś idiotą, Harry. Jesteś skończonym idiotą -skwitowała mnie Gemma i dopiero wtedy zorientowałem się, że cały ten czas była w garderobie. -Na serio myślisz, że ona zrobiła to dla pieniędzy? Dobrze wiesz, że taka nie jest! -zezłościła się i zaczęła się na mnie drzeć.
-To jaka jest?! -odpowiadałem jej krzykiem.
-Harry błagam, jej nie chodziło o pieniądze! -powiedziała to nieco spokojniej, ale wciąż nie obniżyła tonu.
-W takim razie o co? Chciała się wybić? Potrzebowała rozgłosu?
-Czemu tak surowo ją oceniasz?
-Bo wszystko spieprzyła... -odpowiedziałem cicho i usiadłem na kanapie, spuszczając wzrok.
-Nie chcę jej tłumaczyć, bo moim zdaniem to, co zrobiła było nie fair w stosunku do ciebie -siadła obok i położyła dłoń na moim kolanie. -Ale Harry, na miłość boską, ona nie zrobiła tego dla kasy. George zagroził, że jeśli się nie zgodzi to odejdziecie z wytwórni.
-Co? -zapytałem zdezorientowany.
-Zoe chciała chronić swojego ojca. Zrobiłbyś to samo, gdyby chodziło o mamę.
-Dlaczego mi nie...
-A pozwoliłeś jej na to? -przerwała mi. I miała rację. Za każdym razem, kiedy Zoe chciała wszystko wytłumaczyć, po prostu jej na to nie pozwalałem.
-Zoe? -Niall otworzył drzwi od garderoby, widocznie jej szukając. -Widzieliście gdzieś Zoe? Nie mogę jej znaleźć...
-Powiedziałem o kilka słów za dużo... -zacząłem tłumaczyć.
-To znaczy? -Niall zapytał zmieszany.
-Zoe wyszła.
-Jak to wyszła? -od razu się zdenerwował. -Sama?
-Tak... -odpowiedziałem niepewnie.
-Harry do cholery, ona nie może być sama! -zaczął nerwowo chodzić po pomieszczeniu, czegoś szukając. -Daj telefon -zwrócił się do Gemmy. Ta posłusznie wyciągnęła telefon z kieszeni i podała Niallowi. Wybrał numer i przyłożył słuchawkę do ucha. -Cholera -syknął przez zęby kilka chwil później.
-Co jest? -zapytałem zdenerwowany.
-Obiecałem jej, że będzie bezpieczna. Jeśli on jej coś zrobi to sobie tego nie wybaczę.
-Kto? -zmarszczyłem brwi i czekałem na odpowiedź.
-Nieważne, muszę ją znaleźć -oddał Gemmie telefon i udał się do wyjścia.
-Idę z tobą -oznajmiłem i ruszyłem zaraz za nim.

Kierowca czekał w samochodzie, a my z Niallem nawet nie czekaliśmy na Andy'ego. Wsiedliśmy po prostu do auta i jechaliśmy w stronę mieszkania Zoe, patrząc, czy nie ma jej nigdzie po drodze. Dziesięć minut później byliśmy już na miejscu.
-Niall, pójdę sam -oznajmiłem, zanim jeszcze wyszliśmy z samochodu.
-Nie Harry -zaprzeczył i nie słuchając, co mam dalej do powiedzenia, od razu wysiadł.
Podziękowałem kierowcy i udałem się za Niallem. Weszliśmy do kamienicy i wspinaliśmy się po kolejnych schodach.
-Otwórz te cholerne drzwi -usłyszałem męski głos, dobiegający z góry. Niall nagle stanął i odwrócił się w moją stronę.
-To on -powiedział po cichu. Nie czekałem aż wymyśli jakiś mądry plan, i od razu udałem się na górę.
-Zwijaj się -rzuciłem do chłopaka, który wydawał się dość znajomy. Stał oparty czołem o drzwi i od niechcenia pukał w nie pięścią.
-Bo co? -odwrócił się w moją stronę. -Zoe załatwiła sobie kolejnego ochroniarza? -skierował pytanie do Nialla, który stanął obok.
-Spadaj stąd, dobrze ci radzę -odpowiedział oschle, po czym zbliżył się do niego.
-Doskonale wiesz, że wrócę. Ale następnym razem nie sam. Przekaż jej tylko, że nic się nie zmieniło, jest moja -nie czekał na dalszą rozmowę. Przepchnął się przez Nialla i lekko mnie trącąc, zbiegł po schodach w dół.
-Kto to do cholery był? -zapytałem od razu. Niall zignorował jednak pytanie i zapukał do drzwi.
-Zoe... -zaczął delikatnie, ale nikt nic nie odpowiadała. -Zoe... -spróbował znów, ale nadal nic.
-Może nie zdążyła wrócić -dopiero wtedy na mnie spojrzał.
-W takim razie musimy ją znaleźć -przytaknąłem i cofnąłem się o kilka schodów. Stanąłem, kiedy znowu odezwał się Niall: -A co jeśli wróci? Jeden z nas musi zostać. Poczekaj tutaj, a ja postaram się z nią skontaktować -nie pozwolił mi na zaprzeczenie, bo od razu zbiegł na dół. Posłusznie siadłem więc na schodach, opierając się o ścianę. Kilka dobrych minut zajęło mi zorientowanie się, że z niedaleka dobiega czyiś szloch. I doskonale wiedziałem czyj. Szlochała dokładnie w ten sam sposób, co wcześniej, kiedy naskoczyłem na nią w garderobie. Szybko uniosłem się w górę i lekko zastukałem w drzwi.
-Zoe, otwórz... -poprosiłem po cichu, lecz wystarczająco głośno, by usłyszała mnie po drugiej stronie. Ale nie uzyskałem żadnej reakcji. -Wiem, że tam jesteś, Zo. Proszę... -ciągnąłem delikatnie, ale bez efektów. Nadal słyszałem cichy szloch zza ściany. Postanowiłem jednak nie siadać z powrotem na ziemię i czekać przy drzwiach. Opłaciło się, bo kilka chwil później przekręciła klucz w zamku. Nieśmiało otworzyła drzwi i spojrzała na mnie zapłakana.
-Przyszedłeś zapytać o umowę czy o wynagrodzenie? -ciągle płakała i nie zanosiło się na to, by przestała.
-Zoe... -wyciągnąłem do niej rękę, ale od razu się cofnęła. Chciała zamknąć drzwi z powrotem, lecz nie pozwoliłem jej na to. Miałem więcej siły, więc przytrzymałem je dłonią, a później wszedłem do środka. Stałem teraz dosłownie kilka centymetrów od niej. Płakała, patrząc mi w oczy. Było w nich jeszcze więcej bólu niż poprzednim razem. Uniosłem więc dłoń i delikatnie starłem łzy z jej policzków. Wyraźnie nie chciała, bym to robił, bo spuściła głowę w dół.
-Przepraszam -to było jedyne słowo, na które w tamtym momencie się zdobyłem, nie chciałem mówić zbyt dużo, by dodatkowo jej nie denerwować. Kiedy tylko je wypowiedziałem, po woli uniosła wzrok i znów spojrzała mi w oczy. Nadal miała zapłakaną twarz, ale wydawała się już nie płakać. Wciąż jednak nie powiedziała nic. Zresztą tak samo, jak i ja. Chwilę staliśmy w milczeniu, ale to do niczego nie prowadziło. Powoli zbliżyłem nasze ciała i wziąłem ją w ramiona, jak poprzedniej nocy. Ułożyła głowę w okolicach mojego obojczyka jeszcze raz zaszlochała. Pogładziłem wówczas jej plecy i czekałem do momentu, kiedy się uspokoiła. Trwało to dość długo, ale cały ten czas staliśmy w jednym miejscu. Żadne z nas nie ruszyło się nawet o milimetr.
-Wszystko w porządku? -zapytałem nieco nieśmiało, kiedy zaczęła się odsuwać.
-Tak -odpowiedziała cicho, ocierając łzę spod oka. Nie czekała na moje dalsze słowa, bo od razu się odwróciła.
-Zoe, ja nie wiedziałem -złapałem ją za rękę. Dopiero wtedy znów stanęła przodem do mnie. -Nie wiedziałem -powtórzyłem. Tym razem dużo spokojniej i ciszej.
-To nie był powód, by stawiać mnie tak nisko -przeszyła mnie wzrokiem, co sprawiło, że pożałowałem wszystkiego, co robiłem wcześniej.
-Wiem, przepraszam -wciąż trzymałem jej rękę. To, że jej nie puściła wystarczyło, bym wiedział, że tak naprawdę chciała, żebym tam z nią był. Przyciągnąłem więc ją bliżej siebie i znów dzieliło nas tylko kilka centymetrów. -Przepraszam -wyszeptałem i oparłem swoje czoło o jej. Chwila ta została niestety przerwana, bo zadzwonił telefon Zoe, leżący na blacie.
-Odbierz, to na pewno Niall -posłusznie przytaknęła i puściła moją rękę.
-Niall? -przyłożyła telefon do ucha i od razu zapytała. -Wszystko w porządku... Jestem bezpieczna -dodała zdecydowanie, przenosząc wzrok na mnie. -Nie, nie musisz... Jestem... -zawahała się, lecz powiedziała jednak: -jestem z Harrym. Dobrze, już daję -wychyliła telefon w moją stronę i czekała aż go nie wziąłem.
-Tak? -zapytałem, kiedy tylko przyłożyłem go do ucha.
-Jesteś z nią? -odpowiedział pytaniem, wciąż będąc poddenerwowanym.
-Tak, jestem.
-Harry, nie zostawiaj jej samej -poprosił, tym razem delikatnie. -Nawet jeśli się pokłócicie, nie wychodź stamtąd. Zadzwoń...
-Nigdzie się nie wybieram -odpowiedziałem zdecydowanie, nie dając mu dokończyć. Przeniosłem wtedy wzrok na Zoe. Zdawało się, że i ona patrzyła na mnie od dłuższego czasu. Wyglądała, jakby właśnie odetchnęła z ulgą. I wiedziałem, że jej nie zostawię. Nawet jeśli na mnie nawrzeszczy, nawet jeśli będzie chciała być sama. Nie zostawię jej.
-Louis i Liam jeszcze dziś do Londynu. Powiem Andy'emu, że my zostajemy, tak?
-Tak.
-Harry? -zwrócił się jeszcze do mnie dość nieśmiałym tonem.
-Hm? -zapytałem.
-Nie bądź dla niej zbyt surowy...
-Nie martw się. Będziemy w kontakcie.
-Trzymajcie się -rzucił szybko i rozłączył się, zanim sam zdążyłem to zrobić. Oddałem Zoe telefon i niepewnie spojrzałem jej w oczy.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Bo nie mogłam -odpowiedziała od razu, nie przestając na mnie patrzeć. -Poza tym, i tak wyjeżdżałeś. To by nic nie zmieniło.
-Wyjeżdżałem, bo nie chciałem patrzeć na ciebie i Nialla. Nie chciałem wiedzieć was razem, szczęśliwych.
-Wiem, dlatego powiedziałam tobie, że tak naprawdę nie jesteśmy razem. Nigdy nie zasłużyłeś na kłamstwo.
-Ty nie zasłużyłaś na to, co powiedziałem wcześniej. Nie wiem, dlaczego tak pomyślałem...
-Harry, -zwróciła się do mnie jeszcze przed tym jak skończyłem -jesteście największą częścią wytwórni. Jeśli odejdziecie, tata będzie miał kłopoty, nie chciałam... -nie pozwoliłem, by mówiła dalej, bo w jej oczach znowu pojawiły się łzy. W zamian podszedłem bliżej i znów ją do siebie przytuliłem.
Zoe nie chciała stracić taty, kiedy już straciła mamę. I dopiero teraz to do mnie dotarło. Sama starała się uspokoić, biorąc głębokie wdechy. Wciąż tkwiła w moim uścisku, a ja nie miałem zamiaru nawet na chwilę jej puszczać.

niedziela, 18 października 2015

18 "Otwieraj!"

*Harry*
Spakowałem do torby uszykowane wcześniej ubrania i zapiąłem zamek. Pod domem czekał już samochód. Pospieszyłem więc Gemmę, mówiąc, że spóźnimy się na samolot. Z trudem zniosła po schodach bagaż dużo większy od mojego i stając przede mną krzyknęła tylko "Gotowa!". Upewniłem się, że zamknąłem mieszkanie i za siostrą wsiadłem do windy. Oprócz kierowcy, w samochodzie czekał także Andy. Przywitał mnie lekkim uściskiem, a później wsadził torby do bagażnika. W czasie drogi na lotnisko rozmowę z Andym, a właściwie monolog prowadziła Gemma. Osobiście nie miałem ochoty na jakiekolwiek konwersacje, dlatego ze wzrokiem w ekranie telefonu, siedziałem cicho.
-Harry -Gemma wyrwała mnie z rozmyślań, dopiero kiedy szturchnęła moje ramię.
-Hm? -"zadałem" jej pytanie.
-Andy pytał, kiedy wracasz.
-Po koncercie we wtorek. Zresztą, ty nie wracasz ze mną? -zapytałem zdziwiony, byłem przecież przekonany, że Gemma jedzie z nami na koncerty. Nie widziałem więc innego powodu, dla którego miałaby zostawać w Paryżu.
-Um... tak -odpowiedziała dość niepewnie.

Kilka godzin później znaleźliśmy się już w hotelu. Na nieszczęście zaszła jakaś pomyłka i musieliśmy dzielić pokoje między sobą. Jako że Gemma przyjaźniła się z naszą fryzjerką, obie zameldowały się razem. Ja trafiłem na Nialla. Chłopak starał się upewnić, czy na pewno pasuje mi takie wyjście z sytuacji, ale szczerze mówiąc, nie miało to dla mnie większego znaczenia. Od kiedy pokłóciłem się z Zoe, tak naprawdę miałem problem ze wszystkim i ze wszystkimi. Ona potrafiła powiedzieć mi o swoich uczuciach, a ja sam tego nie zrobiłem. Zawiodła mnie, nawet bardzo, a to, że cały czas starałem się ją odrzucać, tkwiło w mojej podświadomości jako należna jej kara. Chciałem, żeby w końcu poczuła to, co ja. Chciałem, żeby wiedziała, jak to jest rozczarować się na kimś. Chciałem, ale tylko podświadomie. Tak naprawdę wszystko przestało się liczyć, bo ona wciąż była dla mnie ważna. Nie myślałem o tym, że mnie zraniła. Chociaż to wciąż cholernie bolało, to nie potrafiłem uciec od swoich uczuć. Nie istniał sposób na pozbycie się ich.
Wieczorem większość zespołu i znajomych, którzy przyjechali z nami do Paryża udali się do klubu, by rozerwać się nieco przed jutrzejszym koncertem. Wśród nich był Niall. Zostałem więc sam w pokoju, oglądając niezbyt ciekawą komedię, która zdała się być jedynym filmem nadawanym w języku angielskim. Znudzony zacząłem zasypiać, ale obudził mnie dźwięk telefonu. Sprawdziłem szafkę nocną, ale na moim urządzeniu nie widniało żadne powiadomienie. Świecił się natomiast ekran telefonu, który przez przypadek musiał zostawić Niall. Nie chciałem jednak odbierać jego połączeń, dlatego poczekałem, aż przestał dzwonić. Po chwili jednak znów wydał z siebie dźwięk. Nie wytrzymałem, kiedy zrobił to po raz trzeci. Nacisnąłem zieloną słuchawkę, nie patrząc na to, kto dzwoni i stanowczym głosem powiedziałem:
-Nialla nie ma, zadzwoń rano.
Zanim jednak odezwał się ktoś po drugiej stronie, usłyszałem pojedynczy szloch. W jednej sekundzie pożałowałem swojego tonu sprzed chwili i spojrzałem na wyświetlacz. Zoe. To ona dzwoniła do Nialla.
-Zo? -zapytałem zaniepokojony.
-Ha... Harry? -sam nie wiem, jak opisać jej głos. Była jednocześnie wystraszona, ale i jakby odetchnęła z ulgą.
-Przepraszam, Niall zostawił telefon. Jest w klubie... -starałem się jakoś wyjaśnić całą sytuację.
-Jasne, rozumiem -usłyszałem jak jeszcze raz zaszlochała. -Nie będę ci przeszkadzać, przekaż proszę Niallowi, że dzwoniłam.
-Zoe, co się stało? -nie chciałem znów popełniać tego samego błędu. Nie mogłem pozwolić, by nasza rozmowa skończyła się na wymienieniu pojedynczych zdań.
-Wiesz... wolałabym chyba o tym nie mówić. Zawsze mógłbyś przecież nie uwierzyć. Powiedz tylko Niallowi, że dzwoniłam. Dobranoc, Harry -na chwilę zaniemówiłem. Zoe potraktowała to chyba jako pożegnanie, bo od razu zakończyła połączenie. Stałem w osłupieniu jeszcze kilka momentów. Chciałem coś zrobić, ale jednocześnie nie wiedziałem co. Było dla mnie jasnym, że coś się stało. Zoe nie dzwoniłaby przecież w środku nocy zapłakana, gdyby wszystko było w porządku. Postanowiłem jednak zaczekać na Nialla i sprawdzić, co on zrobi z tą sprawą. Zjawił się dopiero po godzinie, nie do końca trzeźwy. Spoważniał dopiero, gdy powiedziałem, że dzwoniła Zoe. Dodałem też, że nie była w najlepszym stanie. Niall od razu się przejął i sięgnął po telefon. Czekał kilka chwil, aż dziewczyna podniosła słuchawkę, a następnie od razu zapytał:
-Zoe? Co jest? -nie słyszałem, co odpowiedziała, to chyba logiczne. Uważnie obserwowałem jednak Nialla. Miał dość zdezorientowaną minę. W pewnym momencie jego oczy się jednak rozszerzyły i nie musiałem długo czekać, by powiedział do telefonu: -Zaraz będę.
Próbowałem zapytać, o co chodziło, bo wyraźnie coś musiało się stać. Cała sprawa stała się jednak jeszcze bardziej skomplikowana, bo chciałem zrozumieć, jak Niall w kilka minut znajdzie się u Zoe. Siadłem na łóżku i z mętlikiem w głowie próbowałem łożyć wszystko w całość.

*Zoe*
Mimo że głos Harrego nagle rozwiał wszystkie obawy, potraktowałam go dość oschle. Nie wiem, czy znowu chciał być miły i po prostu zapytał, co się stało czy naprawdę był tym zainteresowany. W każdym razie nie wiedział nic o Alexie, dlatego nie chciałam od razu wprowadzać go w tak istotne szczegóły. Przecież znów mógł pomyśleć, że moje słowa nic nie znaczą. Ciągle widział we mnie przede wszystkim kontrakt z Georgem. Uczucia zostawały spychane na margines za każdym razem, kiedy ze sobą rozmawialiśmy. Nie chciałam znowu spotkać się z odrzuceniem ze strony Harrego, dlatego zakończyłam połączenie, kiedy tylko miałam na to szansę.
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i położyłam się na łóżku, nie zdejmując nawet butów. Chciałam zachowywać się tak cicho, jakby nikogo nie było w mieszkaniu. Wciąż obawiałam się bowiem, że za drzwiami znajdzie się Alex, a kiedy dowie się, że jestem w środku, zamienię się w trupa. I to dosłownie. Wieczór spędzony z jego kolegami, a przede wszystkim słowa Amber sprawiły, że nie mogłam dalej w to brnąć. Co z tego, że Alexa poznałam kilka tygodni temu i zdążył zdobyć moje zaufanie? I co z tego, że Amber była jedną z przypadkowych dziewczyn poznanych na imprezie? Wydawała się być przestraszona. Co więcej, byłam pewna, że jej "chłopak" coś jej zrobił. Dlatego nie mogła uciec. Chciała jednak ochronić mnie póki jeszcze mogła. Właśnie dlatego, bez zastanowienia wyszłam z tamtego domu. Nie liczył się dla mnie dłużej ani Alex, ani to, co robił wcześniej. Romantyczne randki i ostatnia kolacja nie miały znaczenia po tym, jak widziałam go w zupełnie innym stanie. Wszyscy mężczyźni, z którymi wcześniej znajdowałam się w tamtym domu wydawali się być po prostu niebezpieczni. Kiedy sięgnęli po narkotyki, moje obawy jedynie się potwierdziły.
Niall nie kazał mi na siebie długo czekać. Hotel, w którym zatrzymał się razem z resztą zespołu znajdował się w centrum Paryża. Dlatego musiał przebyć jedynie kilka ulic, by dotrzeć do mojego mieszkania. Kiedy tylko przyszedł, siedliśmy razem na podłodze w sypialni. Sama nie wiem, dlaczego nie zajęliśmy innego miejsca. Tak wydawało się po prostu w porządku. Opowiedziałam chłopakowi wszystko z najmniejszymi szczegółami. Nie tylko dzisiejszy wieczór. Dosłownie wszystko, co pamiętałam z ostatnich tygodni. Chciałam, żeby znał całą historię. Miałam jedynie nadzieję, że nie weźmie mnie za wariatkę. W końcu uciekłam od chłopaka, z którym chodziłam na randki od kilku tygodni. Mówiąc zupełnie serio, cholernie się bałam. I Niall doskonale widział to po moim zachowaniu. Trzęsłam się jak galareta i wciąż nie potrafiłam uspokoić oddechu. Myśl o tym, że Alex wie, gdzie mieszkam i może zjawić się w każdej chwili, przyprawiała mnie o dreszcze. Niall siadł nieco bliżej i lekko objął mnie ramieniem. Kiedy zorientował się, że tego właśnie mi potrzeba, już odważniej ucałował moją głowę.
-Nie bój się, nie pozwolę mu ciebie skrzywdzić. Nic ci nie zrobi.
-Dziękuję, ja po prostu nie wiem, jak to się stało. Był taki miły... W jednej chwili zmienił się w jakiegoś potwora. Do tego ta dziewczyna, Amber. Gdybym stamtąd nie wyszła, z pewnością wyglądałabym jak ona. Nie wiem, co oni jej zrobili. Nie chcę wiedzieć.
-Zoe, nie myśl o tym, powinnaś się położyć -delikatnie zepchnął mnie z siebie i powoli wstał. Wyciągnął też rękę i upewnił się, że znalazłam się w pozycji stojącej. Nie miałam jednak czasu na zrobienie niczego więcej, bo dosłownie moment później rozległo się pukanie do drzwi. Właściwie jakie pukanie? To było dobijanie się. I mogłam jedynie snuć domysły, kto był po drugiej stronie. Upewniłam się, kiedy usłyszałam swoje imię. Zważywszy na to, że było grubo po pierwszej w nocy, słyszeli je także moi śpiący sąsiedzi.
-Otwórz te cholerne drzwi, bo nie ręczę za siebie!
-Niall to on -powiedziałam szeptem do stojącego obok chłopaka. Mój niespokojny oddech stał się jeszcze bardziej nieregularny i stałam jak wryta, myśląc, co zrobić.
-Otwieraj! -zanim zdążył odpowiedzieć mi Niall, wtrącił jeszcze wyraźnie nietrzeźwy Alex.
-Otworzę zanim coś zrobi.
-Niall nie -odpowiedziałam już normalnym tonem, ciągnąc go za rękaw.
-Zoe -spojrzał na mnie z politowaniem. -Grzecznie mu powiem, że ma sobie iść.
Nie miałam kiedy zaprzeczyć. Niall zdecydowanym krokiem ruszył w stronę drzwi aż w końcu je otworzył.
-O! Znalazłaś sobie ochronę -ledwo trzymał się na nogach. Ratowała go futryna, o którą się opierał. Na jego twarzy mieszały się różne emocje. Z początku gniew, później rozbawienie, aż w końcu agresja. Chciał siłą wejść do mieszkania, ale nie pozwolił mu na to Niall.
-Odejdź i więcej się tu nie pokazuj -lekko odepchnął go od siebie i powiedział dość opanowany.
-Bo co? Bo mnie pobijesz? Albo wezwiesz resztę tego swojego boysbandziku? A ty -wskazał na mnie palcem -jeszcze z tobą porozmawiam. Jesteś moja, pamiętaj. Nie rób więcej takich numerów, bo pożałujesz -patrzył na mnie swoim zdecydowanym wzrokiem, nie przestając utrzymywać palca w powietrzu. Czekałam tylko na to, aż przepchnie się przez Nialla i dorwie się do mnie. Na szczęście tego nie zrobił. Zagryzł zęby, posyłając mi karcące spojrzenie i po prostu się oddalił. Niall nie czekał długo na to, by zamknąć drzwi. Szybko podszedł też do mnie, upewniając się, że wszystko w porządku. Nie było w porządku. Nawet w najmniejszym stopniu nie było w porządku.
-Pakuj się -powiedział zdecydowanie, widząc mój stan.
-Słucham?
-Zabieram cię stąd. Weź najpotrzebniejsze rzeczy, później wrócimy po resztę.
Nie myślałam o tym, że nie mam gdzie iść. W tamtym momencie nie liczyło się dla mnie nic oprócz bezpieczeństwa. A słowa Nialla brzmiały lepiej niż perspektywa pozostania w mieszkaniu, gdzie zawsze mógł wrócić Alex. Pakowałam do torby jakieś pierdoły, sama nie wiedziałam, co robię. W głowie miałam ciągle słowa "jesteś moja" i "nie rób więcej takich numerów, bo pożałujesz". W pamięci utkwił mi także wzrok Alexa, który mógł jedynie potwierdzać to, że nie żartował. Mówił zupełnie poważnie i był gotowy ukarać mnie za ucieczkę. Wrzucałam więc do torby co tylko wpadło w moje ręce.
-Chodźmy -Niall chwycił mój bagaż i wyszedł z mieszkania pierwszy, upewniając się, że nikogo nie ma na korytarzu. Sama bojąc się gdziekolwiek iść, chwyciłam jego rękę. Nie był zmieszany. Nawet się nie zdziwił. Doskonale wiedział, że tego potrzebowałam. Ulice były puste. Zresztą, nie ma się czemu dziwić, była druga w nocy. Szliśmy dość szybkim krokiem, bo żadne z nas nie miało chyba ochoty na spacer. I droga zajęła nam niecałe dziesięć minut. Wydawało się jednak, że była to wieczność. Co chwila rozglądałam się dookoła, czy zza jakiegoś rogu nie wyskoczy nagle Alex. I chociaż leżał pewnie pod którąś latarnią ze względu na swój stan to i tak się bałam. Dopiero kiedy znaleźliśmy się w lobby, wzięłam głębszy oddech i puściłam rękę Nialla. Właściwie wciąż nie zważałam na swoje ruchy. Ślepo szłam za chłopakiem do windy, a potem korytarzem.
-Cholera -nagle stanął i syknął pod nosem.
-Co się stało? -zapytałam przejęta.
-Kompletnie zapomniałem -przyłożył rękę do czoła i się skrzywił. -Dzielę pokój z Harrym... -dopiero wtedy do końca się rozbudziłam. -Było jakieś nieporozumienie w hotelu i nie mieli wystarczająco pokoi -próbował jeszcze tłumaczyć.
-Rozumiem, zresztą nie powinnam wcale tutaj przychodzić. Pójdę -sięgnęłam ręką po torbę, którą trzymał Niall. Ten jednak nie pozwolił mi jej wziąć i lekko cofnął dłoń.
-Zoe, daj spokój.
-Niall nie -odpowiedziałam stanowczo. -Wiesz jak reaguje na mnie Harry. Wiesz jak wyglądało nasze ostatnie spotkanie. Wiesz, że go... -tutaj zatrzymałam, bo właściwie tego nie wiedział. Chociaż może się domyślał, w końcu nie jest idiotą. W każdym razie akurat tego mu nie powiedziałam, więc przyjmijmy, że nie wiedział. -Pójdę -spuściłam wzrok i znowu sięgnęłam po torbę. Niall wykonał ruch sprzed chwili i nie pozwolił, bym ją wzięła.
-To nie będzie miało teraz znaczenia. Zoe, masz być bezpieczna, nie pozwolę wrócić ci do mieszkania. Po drugie Harry na pewno już śpi, nie będziesz musiała z nim rozmawiać. Przynajmniej nie teraz.
-Przepraszam -drzwi obok nas się otworzyły i wyszła z nich kobieta w szlafroku, -moglibyście być nieco ciszej, jest późno.
-Oczywiście, już idziemy -szybko odpowiedział jej Niall i chwycił moją rękę, ciągnąc nieco dalej wgłąb korytarza. Nie pozwolił mi zwiać i wsunął kartę do czytnika w drzwiach, a następnie po cichu je otworzył. Weszłam pierwsza, bo mnie przepuścił, ale zatrzymałam się, kiedy tylko przekroczyłam próg. Chciałam bowiem uniknąć widoku, który czekał mnie dalej.

*Harry*
Słyszałem głosy w korytarzu. I doskonale wiedziałem, kto zaraz wejdzie do pokoju. Nie byłem jednak pewien, co powinienem zrobić. Odwrócić się na bok i udawać, że śpię? A może wręcz przeciwnie, czekać na łóżku i dowiedzieć się wszystkiego? Nie wiem, co mnie tknęło, ale zostałem w pozycji, w której już byłem. Kiedy usłyszałem dźwięk otwierania drzwi, wziąłem głęboki oddech. Byli cicho, żadne z nich nie powiedziało ani słowa. Przez chwilę nie wchodzili też wgłąb pokoju. Nie wiem, co było tego przyczyną. Dosłownie moment później zobaczyłem jednak Zoe, lekko pchniętą przez Nialla. Jej oczy momentalnie spotkały się z moimi, ale nie na długo, bo spuściła wzrok. Myślałem, że się rozpłacze. Wyglądała jak małe, wystraszone dziecko. Nie wiedziałem czego się bała. Ale nie chciałem dłużej patrzeć na to, jak cierpi. Miałem jedynie ochotę wziąć ją w ramiona i nie puszczać, dopóki wszystkie jej problemy się nie rozwiążą.
-Hej -przywitała mnie smutnym głosem, kiedy tylko pozbierała myśli.
-Hej -odpowiedziałem. Nie tym oschłym tonem, który zafundowałem jej ostatnio. Chciałem, żeby wiedziała, że się nią przejmuję. Wstałem więc z miejsca i podszedłem bliżej. Podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy.
-Zejdę na dół po herbatę -Niall widocznie nie chciał nam przeszkadzać. Zoe na chwilę odwróciła się i odprowadziła go wzrokiem do drzwi. Ja natomiast do końca nie zdjąłem z niej swoich oczu. Analizowałem każdy kosmyk włosów, kiedy tylko stanęła tyłem. Niedługo, bo Niall szybko wymknął się z pokoju. Zoe znowu znalazła się naprzeciw, a ja znowu mogłem spojrzeć w jej brązowe oczy, przepełnione bólem.
-Zoe, co się stało? -zapytałem spokojnie i jeszcze lekko się przybliżyłem. Zanim zdążyła odpowiedzieć, po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Postanowiłem wtedy, że skończę zadawać jakiekolwiek pytania, bo ona wyraźnie nie chciała na nie odpowiadać. Nie czekałem dłużej i wziąłem ją w swoje ramiona. Chciałem przede wszystkim, żeby czuła się bezpiecznie.
-Harry, ten układ z George'm... Ja nie... -próbowała się na chwilę odsunąć, ale jej na to nie pozwoliłem.
-Nie rozmawiajmy o tym -powiedziałem stanowczo, mocniej ją obejmując. Nie chciałem znowu do tego wracać, choć wiedziałem, że ta rozmowa prędzej czy później i tak nas czekała. Wolałem jednak najpierw załatwić to, czym Zoe była przejęta tamtej nocy. Dziewczyna przekonała się do moich słów, bo poczułem jej ręce na moich plecach. Ściskała mnie tak mocno jak ja ją. Bo mimo tego, co się stało, byłem dla niej ważny. Wiedziałem to, bo ona była cholernie ważna dla mnie. Zaszlochała jeszcze kilka razy, ale uspokajała się za każdym razem, kiedy tylko gładziłem dłonią jej plecy. Miałem wrażenie, że nie chciała mnie puścić. Swoją drogą to działało w dwie strony, bo ja również nie miałem takiego zamiaru. Chciałem tkwić z nią w tej chwili przez cały czas.

*Zoe*
Stałam się dużo spokojniejsza po tym, jak wziął mnie w swoje ramiona. Jego dłonie gładzące mnie po plecach sprawiły, że wszystkie problemy nagle zniknęły. Zaczęłam nawet tłumaczyć sprawę z Georgem, ale Harry nie był gotowy na tę rozmowę. Ale nie przeszkadzało mi to. Upewnił się, że jestem bezpieczna i przez długi czas mnie nie puścił. Tkwiłam wtulona w niego do czasu, kiedy w pokoju znowu nie znalazł się Niall. Harry lekko rozluźnił swoje ręce, gdy usłyszeliśmy kartę magnetyczną wkładaną do czytnika w drzwiach. Odsunęłam się wtedy i posłałam mu szybkie spojrzenie. Później odwróciłam się na pięcie i pomogłam Niallowi z tacą, którą przyniósł.
-Napij się -podał mi ciepłą herbatę, kiedy siadłam na łóżku.
-Dziękuję -podniosłam na niego wzrok, a zaraz potem wzięłam kubek. W pokoju nastała cisza, bo chyba nikt z nas nie wiedział, co powiedzieć. Ja siedziałam cicho, bo nie umiałam rozmawiać z Harrym tak swobodnie, jak z Niallem. Harry się nie odezwał bo sam nie wiedział, co powiedzieć, a właściwie o co zapytać. A Niall umiał swobodnie ze mną rozmawiać, tyle że tym razem nie byliśmy sami. Harry nie miał przecież pojęcia o większości rzeczy, które przez ostatnie tygodnie działy się w moim życiu. Właśnie dlatego nie mogliśmy szukać żadnego rozwiązania do problemu. Wbiłam wzrok w kubek z herbatą i siedziałam bez ruchu dopóki obok nie znalazł się Niall.
-Powinnaś się położyć -powiedział, widząc, że nie mam zamiaru upić ani łyka. Tylko niepewnie na niego spojrzałam i przytaknęłam. Oddałam kubek w jego ręce i wstałam z miejsca.
-Nie chciałabym robić wam problemu... -nieśmiało uniosłam wzrok i przeniosłam go najpierw na Harrego, a potem na Nialla.
-Daj spokój, to nie problem. Prawda? -przeniósł wzrok na Harrego, który nie odpowiedział. Spojrzał jedynie w moje oczy i przecząco pokiwał głową. -Przygotuję ci łóżko, idź się przebrać -znów przytaknęłam i sięgnęłam do torby po wygodniejsze rzeczy. Wzięłam je i zamknęłam się w łazience. Stanęłam przed lustrem i kilka chwil sama patrzyłam sobie w oczy. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo zmieniło się moje życie. Na gorsze. Jeszcze kilka miesięcy moim jedynym zmartwieniem było spotykanie One Direction na korytarzach wytwórni taty. Teraz zapłaciłabym wszystkie pieniądze, by widywać dwójkę z nich codziennie. Nialla, bo był najlepszym przyjacielem, o którego kiedykolwiek mogłabym poprosić. I Harrego, bo powiedzonko "nie lubimy się" przerodziło się w uczucie. Nie mogłam się go pozbyć. Nieważne gdzie bym wyjechała. Nieważne gdzie on by wyjechał. Nieważne z kim bym była. I nieważne z kim byłby Harry. Zawsze szczerze i bez granic będę w nim zakochana.
Z moich oczu poleciało kilka łez, ale od razu je starłam. Nie mogłam płakać. Nie, gdy oni byli obok. Przemyłam więc twarz zimną wodą i próbowałam pozbyć się czarnych śladów po rozmazanym tuszu. W końcu się udało, na szczęście nie był wodoodporny. Włożyłam na siebie wyciągnięte wcześniej z torby rzeczy i wróciłam do pokoju. Harry wciąż siedział w tej samej pozycji na swoim łóżku, a Niall przeniósł się na fotel koło okna. Wstał, kiedy tylko wyszłam z łazienki.
-Potrzebujesz czegoś? -zapytał, podchodząc bliżej.
-Nie, dziękuję za wszystko -odpowiedziałam, smutno się do niego uśmiechając.
-W takim razie dobranoc -uspokoił mnie jeszcze swoim przyjaznym spojrzeniem i poczekał aż się nie położyłam.
-Dobranoc -zaraz po tym, jak obdarowałam Nialla tym samym gestem, przeniosłam wzrok na Harrego.
-Śpij dobrze -lekko się uśmiechnął, ale moment później wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Nie czekałam aż wróci, szczerze nie miałam już na to siły. Nawet nie pamiętam, co działo się kilka minut później, bo zasnęłam w przeciągu chwili. Byłam zmęczona. Wszystkim. Nie tylko tym, co stało się wcześniej. Byłam zmęczona próbami pozbycia się tego, co czułam do Harrego. Bo prędzej czy później, to jakoś wracało. A kiedy tamtego wieczoru wziął mnie w swoje ramiona, wiedziałam, że uczuć nie można się tak po prostu pozbyć.

piątek, 25 września 2015

17 "Chciałbym czegoś więcej"

*Dwa tygodnie później*
Pospiesznie wyszłam z sali wykładowej zaraz po oddaniu projektu. Profesor nieco się zasiedział, zbierając wszystkie prace, a ja przecież umówiłam się z Alexem. Zaczęłam widywać się z chłopakiem praktycznie codziennie. Jeśli nie na uczelni - to poza nią. Tego dnia, Alex poprosił jednak, bym włożyła na siebie coś eleganckiego, bo chciał zrobić mi niespodziankę. Dlatego właśnie, kiedy tylko znalazłam się w mieszkaniu, przebrałam się we wcześniej uszykowaną sukienkę. Szybkim krokiem udałam się też do łazienki, gdzie poprawiłam makijaż. Moje włosy od rana były upięte w koka, ale chciałam, by był jeszcze bardziej elegancki, dlatego skręciłam lokówką pojedyncze pasma wypuszczone tuż nad uszami. Później uniosłam fiolkę z perfumami i psiknęłam zarówno na szyję, jak i na nadgarstki. Spojrzałam też w lustro i po większym niż zwykle wdechu, opuściłam pomieszczenie.
Alex zazwyczaj nie fatygował się na górę, czekał przed kamienicą, dając znać mi sms-em, że już jest. Tym razem było jednak inaczej. Kilka chwil przed dziewiętnastą usłyszałam dzwonek do drzwi. Dopięłam buta i przeszłam przez salon, by sprawdzić, kto jest moim gościem. Ujrzałam Alexa w ciemnych spodniach, białej koszulce i czarnej, dopasowanej marynarce. W ręce trzymał też mały bukiecik. Uśmiechnęłam się na widok chłopaka i gestem dłoni zaprosiłam go do środka. Kiedy już znalazł się w mieszkaniu, wręczył mi kwiaty i złożył pocałunek na policzku. Ciągle jeszcze nie czułam jednak dreszczu, którego oczekiwałam.
-Piękna sukienka -usłyszałam i chyba lekko się zarumieniłam.
-Dziękuję -odpowiedziałam nieśmiało.
-Gotowa? -jedynie twierdząco kiwnęłam głową.
Alex wiedział, co robi, kiedy kazał mi się wystroić. Samochód, do którego wsiedliśmy wydawał się być lepszy od tych z telewizji. Już po około dziesięciu minutach drogi, znaleźliśmy się pod cholernie drogim, paryskim hotelem.
-Alex, tu jest... ja... -zaczęłam, kiedy zorientowałam się, ile pieniędzy musiał zainwestować, by mnie tutaj przyprowadzić.
-Nie gadaj, chodź -uśmiechnął się przyjaźnie i objął mnie w talii.
Weszliśmy do środka, a później zostaliśmy skierowani do restauracji. Dopiero wówczas zorientowałam się, jak bardzo poświęcił się Alex, ponieważ na sali znajdował się jedynie jeden stolik a wszędzie poukładane były małe świeczki. Tylko one oświetlały pomieszczenie. Podobnie do światełek z kawiarenki, w której byliśmy kiedyś, stwarzały bardzo romantyczną atmosferę.
-Zapraszam -powiedział, gdy znaleźliśmy się bliżej i odsunął moje krzesło.
Siadłam i zanim Alex zajął miejsce naprzeciw, usłyszałam muzykę lecącą w tle. Wiedziałam, że chłopak nie przyprowadził mnie tam z czystej sympatii. To była randka. Z pewnością dla niego. Ale czy ja chciałam chodzić na randki? Poprawka, czy chciałam chodzić na randki z kimś kto nie był Harrym? Spójrzmy prawdzie w oczy - nie. Harry miał jednak swoje życie. Zaczął trasę i wściekał się na świat po dwóch minutach rozmowy ze mną. Widocznie źle na niego wpływałam. Dlatego może warto było dać Alexowi szansę? Od samego początku się starał i chciał, żebym była szczęśliwa, dlaczego więc miałabym go odtrącić? Jedyny argument brzmiał: bo nie jest Harrym.
Kelner od razu podał nam przystawkę, później danie główne razem z szampanem, a następnie się oddalił. Alex wstał wtedy ze swojego miejsca i podszedł bliżej, wyciągając ku mnie swoją rękę.
-Zatańczy pani? -nie odpowiedziałam nic, jedynie ciepło się uśmiechnęłam i wstałam, chwytając jego dłoń.
Muzyka nagle zrobiła się głośniejsza, a Alex i ja kołysaliśmy się w jej rytm.
-Jest pięknie, dziękuję, że się tak starasz.
-Dla ciebie warto się starać -odpowiedział i znów spojrzał mi głęboko w oczy. Zdążyłam się chyba przyzwyczaić, bo jego wzrok przestał mnie krępować. Ciepło się do niego uśmiechnęłam i oparłam głowę na jego klatce piersiowej. Był ode mnie wyższy, więc bez trudu mogłam słuchać bicia jego serca.
-Zoe... -zwrócił się do mnie, co sprawiło, że znów uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. -Chyba domyślasz się, dlaczego cię tutaj zaprosiłem.
Pewnie, że się domyślałam, chciał wykonać kolejny krok, na który nie byłam gotowa.
-Chciałbym czegoś więcej. Chciałbym móc trzymać cię za rękę. Chciałbym móc całować cię, kiedy tylko miałbym na to ochotę. Chciałbym przedstawić cię kuplom i nazwać moją dziewczyną.
Nie dałam mu odpowiedzi. Jedynie lekko uniosłam się na palcach swoich stóp i złożyłam pocałunek na jego policzku. Później posłałam mu krótki, ale ciepły uśmiech, a następnie znów ułożyłam głowę przy jego klatce piersiowej. Nie chciałam się spieszyć i podejrzewam, że Alex o tym wiedział. Z drugiej strony, nie dziwię się, że oczekiwał ode mnie pewniej deklaracji. Chciał po prostu wiedzieć, na czym stoi. Gdybym zgodziła się na bycie jego dziewczyną, z pewnością nie czułabym się komfortowo. Wolałam, żeby wszystko zostało takim, jakim jest.

*

Obudziłam się chwilę po dziewiątej i od razu wstałam z łóżka. Nie chciałam marnować pięknego dnia, jaki malował się za oknem. Przeszłam z sypialni do salonu i momentalnie uśmiechnęłam się na widok małego bukieciku, który dzień wcześniej podarował mi Alex. Przypomniał mi się wczorajszy wieczór i to, jak chłopak odprowadził mnie do domu. Stanęliśmy wtedy pod kamienicą i przez chwilę rozmawialiśmy. Później Alex zdecydował się mnie pocałować, a ja wcale go nie odrzuciłam. Wręcz przeciwnie, chciałam by ktoś w końcu skupił się na mnie. Miałam dość bycia samotną i chodzenia z kąta w kąt, szukając dla siebie miejsca. Czułam, że byłam ważna dla Alexa, a on stawał się coraz ważniejszy dla mnie.
Wyciągnęłam z lodówki jogurt naturalny i dorzuciłam do niego kilka kawałków pokrojonego banana. Siadłam wtedy przy stole w jadalni i zaczęłam jeść. W ręce trzymałam też telefon, sprawdzając, co dzieje się na świecie. Postanowiłam przestać interesować się życiem Harrego, dlatego po raz pierwszy od kilku tygodni pierwszą czynnością, jaką zrobiłam rano nie było odwiedzenie jego profilu na twitterze. W czasie, gdy przeglądałam kolejne posty na facebooku, otrzymałam powiadomienie. Od razu weszłam wiadomość i odczytałam:

Od: Alex
Dzień dobry, miłego dnia. Masz ochotę na kawę?

Nie chciałam, by chłopak długo czekał, dlatego odpisałam: "Kiedy?"
Alex również nie pozwolił, bym się niecierpliwiła: "Spójrz przez okno"
Posłusznie wykonałam więc polecenie i wyszłam na balkon. Ujrzałam Alexa, trzymającego w dłoniach dwie kawy i szeroko się uśmiechającego. Odwzajemniłam gest i pomachałam do chłopaka. Zaprosiłam go do środka.  Zapomniałam jednak, że miałam na sobie za dużą koszulkę, która była moją piżamą, nie ułożyłam włosów i nie miałam na twarzy ani grama makijażu. Z pewnością nie zdążyłabym z tym ostatnim. Ułożenie włosów również zdawało się złym pomysłem, dlatego dosłownie pobiegłam z powrotem do sypialni i zdjęłam z wieszaka pierwszą lepszą sukienkę. Ta część ubrania była bowiem najszybsza do włożenia. Gumkę do włosów, którą miałam na ręce, szybko zdjęłam i związałam nią swoją rozczochraną czuprynę. Szybko zaścieliłam łóżko, kiedy w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek. Udałam się do drzwi, żeby zobaczyć w nich Alexa.
-Kawa latte raz -uśmiechnął się szeroko i podał mi napój.
-Dziękuję -cmoknęłam go w policzek i odebrałam prezent.
Razem siedliśmy w jadalni i rozmawialiśmy, pijąc kawę przyniesioną przez Alexa.
-Może chciałabyś pójść ze mną na imprezę wieczorem? -w pewnym momencie przestał patrzeć na mnie z pewnością siebie i zapytał niepewnie.
-Jaką imprezę? -lekko zmrużyłam oczy, bo imprezy to raczej nie moja bajka.
-Kumpel organizuje domówkę, zaprosił kilku znajomych. Pomyślałem, że moglibyśmy pójść tam razem -delikatnie uniósł kąciki ust do góry.
-Czemu nie -wzdrygnęłam ramionami i upiłam łyk kawy zaraz po tym, jak posłałam mu uśmiech.
-Serio? -rozszerzył oczy i próbował ukryć zadowolenie, jakie zaczęło malować się na jego twarzy.
-Mhm -przytaknęłam i dopiłam kawę do końca.
-W takim razie wpadnę po ciebie o siódmej -puścił mi oczko i wstał z miejsca. Szybko pożegnał się, składając buziaka na moim policzku i po prostu wyszedł. Miałam wtedy chwilę, by ogarnąć zarówno siebie jak i mieszkanie. Zaczęłam od porządku dookoła. Starłam kurz z półek w salonie, a później z biurka w sypialni. Kiedy wszystko wydawało się być czyste, wzięłam mop i umyłam podłogę. Chciałam nieco poczekać do jej wyschnięcia, dlatego wzięłam laptopa i wdrapałam się na łóżko. Nie musiałam długo czekać na pierwszą wiadomość od Niny. Napisała kiedy tylko zrobiłam się dostępna. Żadna z nas nie miała ochoty na stukanie pojedynczych słów, dlatego rozpoczęłyśmy rozmowę wideo.
-Tak bardzo mi ciebie brakuje -powiedziała i lekko westchnęła, przyglądając się mojemu wizerunkowi na ekranie. Ja także zwracałam uwagę tylko na nią. W odpowiedzi jedynie smutno się uśmiechnęłam. Nina jak zwykle, zaczęła wypytywać o wszystkie szczegóły z mojego życia. Nawet to, że mieszkałyśmy teraz tak daleko od siebie, nie przeszkodziło mi w zdradzaniu jej wszystkich sekretów. Szybko opowiedziałam ostatnią wizytę w Londynie. Wspomniałam także wymianę kilku zdań z Harrym, która zdecydowała o moim wyjeździe:

-Przyszłaś, żeby znowu powiedzieć, że się stęskniłaś? -zapytał pretensjonalnym tonem z bólem w głosie. 
-Dobrze wiesz, że się stęskniłam -postanowiłam nie dorównywać Harremu i zamiast się unosić, odpowiedziałam spokojnie. -Ale nie mam zamiaru więcej cię ranić. 
-W takim razie po cholerę tu jesteś!? -krzyknął mi w twarz. Tym razem nie wytrzymałam i zrobiłam to samo: 
-Bo się cholera w tobie zakochałam! -właśnie wtedy mój głos się załamał i nie miałam siły na dalszy krzyk. -Zakochałam się w tobie -powtórzyłam szeptem, nie przestając patrzeć mu w oczy. Łza spłynęła po moim policzku, jednak nie chciałam pozwolić na to, żeby widział mój płacz. 
-Za te słowa George też ci zapłacił? -tym razem już nie krzyczał. Powiedział spokojnie, ale nie ukrywał pretensji. Jego słowa cholernie zabolały, dlatego coraz więcej łez kapało już z moich policzków. Nie miałam zamiaru dłużej czuć bólu, jaki pojawił się w mojej klatce piersiowej, dlatego odwracając się plecami do Harrego, szybkim krokiem udałam się do wyjścia... 

-Czemu nie powiedziałaś mu jak było naprawdę?
-Kiedy ja skończyłam ranić jego, on zaczął ranić mnie. Nie mam na to siły. Nie, gdy jestem tu... sama -wytłumaczyłam, starając się nie podnosić wzroku na Ninę.
-Przecież nie jesteś sama, masz tatę, masz mnie.
-Ale tutaj... -zaczęłam, ale zmieniłam zdanie. -Właściwie masz rację, nie jestem sama -spojrzałam na ekran laptopa i zdecydowanie odpowiedziałam.
-Coś się zmieniło? -zapytała z lekkim uśmiechem na ustach.
-Mhm -przytaknęłam, odwzajemniając gest.
-Alex? -nie musiała stawiać znaku zapytania, przecież doskonale znała odpowiedź.
-Bardzo się stara, jest tu jedyną osobą, która może się mną zaopiekować.
-Ale nie jest Harrym... -miała rację. Dlatego zaprzestałam swojej wypowiedzi i znowu spuściłam wzrok. -Przepraszam, nie chciałam tego mówić.
-Daj spokój, obie wiemy, że to prawda. Na razie chcę po prostu zostać tu, gdzie jestem. Tak będzie lepiej.
-Ty i Alex to...?
-Sama nie wiem jak to zdefiniować -wzdrygnęłam ramionami.
Opowiedziałam Ninie wszystko, co zdarzyło się w przeciągu kilku ostatnich dni. Zresztą, byłam z nią w kontakcie cały ten czas, dlatego dopowiedziałam jedynie szczegóły, o których nie wiedziała. Po rozmowie z przyjaciółką, zadzwonił tata. Mimo że byłam z nim blisko, nie pochwaliłam się wszystkimi wydarzeniami. Wspomniałam jedynie, że wybieram się na imprezę z kolegą. Tata kazał mi na siebie uważać i życzył miłej zabawy.
Moja podłoga zdążyła wyschnąć, bo siedziałam na łóżku ponad dwie godziny. Zamknęłam laptopa po rozmowie z tatą i zdjęłam z wieszaka rzeczy, które wydawały się odpowiednie na wieczorne wyjście z Alexem. Dziewczęcą sukienkę zastąpiłam ciemnymi spodniami i koszulą w białe wzory. Uszykowałam również skórzaną kurtkę, którą planowałam zarzucić na wszystko.

*

-Zmieniasz image? -zapytał, kiedy tylko się zobaczyliśmy.
-Mhm -lekko się zaśmiałam, po czym przytaknęłam.
-Dobrze cię widzieć -przybliżył mnie do siebie, chwytając w talii i pocałował w policzek. Alex nie puścił mnie po wykonaniu tego gestu. Wręcz przeciwnie, szliśmy tak blisko całą drogę. Zajęła ona nieco ponad dziesięć minut. Po tym właśnie czasie dotarliśmy do dość dużego domu w jednej z dzielnic Paryża. Furtka była otwarta, dlatego bez przeszkód dostaliśmy się na posesję. Ścieżka z małych kamyków prowadziła wprost do drzwi. Dookoła znajdowało się dużo zieleni i pięknie zadbany trawnik. Leżały na nim także pojedyncze liście, które zdążyły już opaść z drzew. Alex nacisnął dzwonek do drzwi, kiedy pokonaliśmy kilka schodów, a później czekaliśmy na gospodarza. Otworzył wysoki (choć nie wyższy od Alexa) brunet, tajemniczo uśmiechając się do mojego towarzysza.
-Ty pewnie jesteś Zoe -w końcu zainteresował się mną i wyciągnął rękę. Posłałam mu nieśmiały uśmiech i uścisnęłam dłoń. -Wejdźcie -szerzej otworzył drzwi i wpuścił nas do środka. Szepnął jeszcze coś do ucha Alexa i wymusił uśmiech, gdy niepewnie na nich spojrzałam.
Poznałam wszystkich, którzy byli w środku, a potem Alex zaprowadził mnie do kuchni. Znajdowała się tam blondynka mojego wzrostu, przygotowująca napoje. Alex przedstawił nas sobie, mówiąc, że dziewczyna ma na imię Amber. Później zostawił nas same, mówiąc, że uda się do salonu. Zostałam więc w kuchni i zaczęłam rozmowę z Amber.
-Wydajesz się być miłą dziewczyną, Alex to nie chłopak dla ciebie... -powiedziała w pewnym momencie. Nie poczułam, że była to jakakolwiek rada. Amber nie wydawała się również zazdrosna. Jej słowa zabrzmiały bardziej jak ostrzeżenie. Nie chciałam ignorować dziewczyny, bo nie było to w moim zwyczaju.
-Długo się znacie? -zmieniłam temat, by rozluźnić dość niezręczną sytuację.
-Poznałam Matta w klubie jakieś trzy miesiące temu, później przedstawił mi resztę towarzystwa i do dzisiaj się od nich nie uwolniłam, więc daj sobie spokój z Alexem dopóki jeszcze możesz.
-Co to... -chciałam zadać pytanie Amber, ale zauważyłam zbliżającego się Matta, więc ugryzłam się w język.
-O czym rozmawiacie? -miałam wrażenie, że chciał, bym myślała o nim jak najlepiej, dlatego znów wymusił uśmiech. Objął też Amber w talii i nie zważał na to, że dziewczyna nie czuje się komfortowo. Może był jednak nie dość inteligentny, by to zauważyć.
-Amber pokazuje mi jak zrobić mojito -szybko wybrnęłam, nie chcąc wkopać zarówno siebie, jak i dziewczyny.
-Moja dziewczyna robi najlepsze drinki, więc ucz się, żebyś mogła zaimponować Alexowi -nie odpowiedziałam na jego propozycję, bo szczerze uważałam, że imponuje mu zupełnie innymi rzeczami. Nie chcąc jednak kompletnie ignorować Matta, posłałam mu wymuszony uśmiech. Widać było, że chłopak był już po kilku napojach alkoholowych. Moje ogólne zniechęcenie do niego stało się więc większe, a przy okazji zaczął mnie przerażać, dostawiając się do swojej dziewczyny bez jej zgody.
Kiedy Amber skończyła przygotowywać resztę drinków, udaliśmy się do salonu, gdzie Alex posadził mnie na swoje kolana. Zaczęłam czuć się niekomfortowo, bo każda z dziewczyn wyglądała jak posłuszny szczeniak wobec swojego partnera. Nawet ja stałam się niejako "zdobyczą" Alexa. W towarzystwie swoich znajomych zmienił się ze słodkiego chłopaka w jakąś bestię, chcącą udowodnić swoją wielkość. Miałam tylko nadzieję, że to chwilowe zaćmienie spowodowane alkoholem. Sama bałam się o siebie, dlatego piłam jedynie sok pomarańczowy, który Amber zdążyła nalać do mojej szklanki przed przyjściem Matta. Siedziałam spokojnie na kolanach Alexa, słuchając rozmów, a właściwie krzyków, które starali się wymieniać między sobą faceci. Żadna z dziewczyn nie wydawała się odgrywać w domu większej roli. Siedziałyśmy cicho, z lekkim zniesmaczeniem obserwując to, co działo się dookoła. Myślałam tylko o tym, by znaleźć się teraz w domu. A mówiąc domu wcale nie miałam na myśli mieszkania z widokiem na Wieżę Eiffela. Chciałam wrócić do Anglii i zacząć wszystko od nowa. Chciałam cofnąć czas i nigdy nie rozmawiać z Georgem o tym całym chorym układzie. Chciałam być teraz blisko Harrego i czuć się bezpiecznie.
Byłam tak pochłonięta swoimi przemyśleniami, że wyrwał mnie z nich dopiero nieprzyjemny zapach. Nigdy nie przepadałam za papierosami, ale w tym momencie smród nie był wywołany przez nie. W pokoju znalazły się skręty i inne substancje, z których nie byłam zadowolona. Spojrzałam na Alexa, który chętnie sięgnął po papierosa od swojego sąsiada i wsadził go do ust. Zaraz później uwolnił z nich dużą ilość dymu, a mnie zrobiło się niedobrze na sam widok. Wstałam z kolan chłopaka, ale ten zaraz przyciągnął mnie z powrotem.
-Zostań -przytrzymał nieco mocniej za mój bok. Jego ton nie był jednak tym, który słyszałam zazwyczaj. Pojedyncze słowo, które uwolnił z ust zabrzmiało bardziej jak polecenie.
-Nie -odpowiedziałam zdecydowanie. -Myślę, że wystarczy mi już wrażeń -dodałam oschle i ponownie chciałam wstać. Alex tym razem swoją ręką objął całą moją talię i nie pozwolił ruszyć się z miejsca.
-Zostaniesz tutaj -spojrzał na mnie wzrokiem, którego tak naprawdę nie potrafię opisać. Nie był jedynie stanowczy. Dosłownie mnie przeraził. Rozkazał mi jak jakiejś zabawce. Słowa Amber wydały się w tym momencie już na pewno ostrzeżeniem. Miała rację, mówiąc bym jak najszybciej się od niego uwolniła. W tamtej chwili było już jednak za późno.
Atmosfera "rozluźniła" się dopiero jakieś pół godziny później, kiedy Alex i jego koledzy znudzili się paleniem. Zostawili mnie i resztę dziewczyn w salonie, a sami zeszli na dół grać w bilard.
-Zoe, wyjdź stąd póki możesz -Amber znów ostrzegła mnie, upewniając się, że nikt inny jej nie usłyszy. Tym razem zdałam sobie sprawę z powagi jej słów i wstałam z kanapy.
-To jest jakieś pieprzone gówno -powiedziałam szeptem, kiedy dziewczyna odprowadziła mnie do drzwi. Innym koleżankom powiedziała, że idzie przygotować jeszcze kilka drinków. Słysząc moje słowa, poważnie przytaknęła głową. Później chwyciła telefon i zapisała w nim swój numer. Kazała zadzwonić następnego ranka, bo jak powiedziała, "wszystko się wtedy uspokoi". Nie chcąc dłużej przebywać w tamtym domu, wyszłam jak najciszej tylko potrafiłam i od razu pobiegłam do furtki. Było już dość późno, ale jak zwykle, Wieża Eiffela ułatwiała mi powrót do mieszkania. Szłam krokiem dużo szybszym niż zazwyczaj. Nie dlatego, że obawiałam się bandytów na ciemnych ulicach. Bałam się, że może iść za mną Alex. W jednej chwili zburzył opinię, którą wyrobiłam sobie o nim przez ostatnie kilka tygodni. Stał się kimś niebezpiecznym. A skoro jeszcze niedawno był moim jedynym źródłem bezpieczeństwa w Paryżu, to chyba nie miałam dłużej czego tutaj szukać. Kiedy znalazłam się na swojej ulicy, jeszcze bardziej przyspieszyłam kroku i wbiegłam po schodach kamienicy. Nieporadnie udało mi się wsadzić klucz do zamka i szybko kręciłam nim na różne strony. Dopiero po znalezieniu się w mieszkaniu i zamknięciu drzwi od środka, zaczęłam normalnie oddychać. Siadłam na ziemi i się rozpłakałam. Nie chciałam dłużej ukrywać, że jest mi tu źle. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Nialla. Nie odebrał za pierwszym razem, dlatego spróbowałam ponownie. Trzeci miał być ostatnim...

piątek, 4 września 2015

16 "Tęskniłam za tobą"

Kiedy tylko wróciłam z uczelni, zaczęłam pakować do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Nie miałabym na to czasu później, ponieważ Alice poprosiła, żebym pomogła jej wybrać nową kanapę do salonu. Dziewczyna zapukała do moich drzwi tuż po osiemnastej. Akurat, gdy kończyłam jeść obiad.
-Gotowa?
-Pewnie, wejdź na chwilę. Tylko pozmywam -odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. Alice posłusznie przekroczyła próg i siadła na krześle. -Napijesz się czegoś?
-Nie, dziękuję.
Kiedy tylko umyłam wszystkie naczynia, wytarłam dłonie i ruszyłam w stronę Alice. Włożyłam na ramiona ciepły sweter, a później chwyciłam leżącą na blacie torebkę.
Alice prowadziła całą drogę do sklepu meblowego. Doskonale odnajdowała się w Paryżu. Zwinnie wyprzedzała każdego przechodnia, a ja podążałam za jej plecami.
-Popołudniowy jogging mam za sobą -powiedziałam zmęczona, kiedy stanęłyśmy pod drzwiami sklepu.
-Przepraszam... Odkąd mieszkam w Paryżu denerwuje mnie każdy, kto chodzi wolniej.
-Rozumiem -lekko się zaśmiałam.
Pomogłam Alice w wybraniu sofy, później dziewczyna zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Obie siadłyśmy na wysokich krzesłach przy kuchennej wyspie. Moja sąsiadka przy bliższym poznaniu wcale nie wydawała się grzeczną dziewczynką, za jaką uważałam ją na początku. Tak naprawdę była dość sarkastyczna. Swoim charakterem przypominała Gemmę. Kiedy zauważyłam podobieństwo, od razu przypomniała mi się rozmowa, o którą prosiła siostra Styles. Pospiesznie dokończyłam herbatę, którą zaparzyła Alice i udałam się do siebie, tłumacząc konieczność dokończenia pakowania.
Weszłam do mieszkania i rzuciłam rzeczy na blat w kuchni. Postanowiłam jednak nie powiadamiać Gemmy o moim przyjeździe do Londynu. Chciałam zrobić tacie niespodziankę, dlatego lepiej, aby nikt nie wiedział. Siadłam w salonie, biorąc laptopa na kolana i wystukałam adres twittera Harrego. Od kilku dni nie pojawiał się żaden nowy wpis, dlatego liczyłam, że w końcu dowiem się czegoś nowego. Niestety się zawiodłam. Harry nie był aktywny już prawie tydzień. Wzdrygnęłam więc ramionami i wróciłam na stronę główną. Nie znalazłam na twitterze nic interesującego, więc odwiedziłam tumblra. Spędziłam dużo więcej czasu na ciągłym przewijaniu w dół, niż się spodziewałam. Z zaciekawienia wyrwał mnie dopiero sms. Jako że mój telefon wciąż leżał na blacie stołu, wstałam i sięgnęłam po urządzenie.
"Dobranoc, miłego weekendu :)"
Widać, że Alex się starał, dlatego miał u mnie dużego plusa. Również życzyłam mu dobrej nocy. Później wyłączyłam laptopa i udałam się do łazienki w celu kąpieli. Zasnęłam niedługo po tym, jak znalazłam się w sypialni. Czekała mnie przecież wczesna pobudka.

*

Z uśmiechem na ustach, stanęłam przed drzwiami domu i nacisnęłam dzwonek. Poczekałam chwilę, ale nikt nie otworzył. Oczekiwałam zaskoczonego taty, bo przecież nie pracował w soboty. Z tego, co wiem, po moim wyjeździe przestał także jeździć do stadniny. Wyciągnęłam więc własną parę kluczy i weszłam do środka. Wszystko było na swoim miejscu, a ja znów poczułam domowe ciepło. Szybko zajrzałam do gabinetu taty, niestety nie było go tam. Wdrapałam się więc po schodach na górę, zajrzeć do sypialni, gdzie również go nie znalazłam. Musiał być w wytwórni. Postanowiłam jednak, że zanim się tam udam, odwiedzę mój stary pokój. Otworzyłam przymknięte drzwi i spojrzałam na to, co było w środku. Tutaj również nic się nie zmieniło. Jedynie zdjęcia wiszące nad łóżkiem pokryły się niewielką warstwą kurzu. Podeszłam bliżej i zdjęłam je ze ściany. Wyciągnęłam też chusteczkę z torebki i zaczęłam przecierać fotografie. Kiedy powiesiłam większość, zauważyłam, że jedna leży na łóżku odwrócona. Na tyle zdjęcia było coś napisane. Szybkim ruchem je chwyciłam i przeczytałam:

"Nie lubimy się" to ściema, ja Cię lubię :)

Nie musiałam odwracać zdjęcia, by wiedzieć co na nim jest. Było dla mnie jasnym, że robił je Harry, kiedy wróciliśmy z imprezy. Odwróciłam jednak fotografię, jedynie by na nią spojrzeć. Przetarłam palcem po twarzy Harrego i odwiesiłam zdjęcie na miejsce. Wstałam wtedy z łóżka i po ponownym rozejrzeniu się dookoła, wyszłam z pokoju.
Zamknęłam dom i ruszyłam w stronę wytwórni. Z nieba leciały pojedyncze krople deszczu, a ja nie miałam parasola, dlatego nałożyłam na głowę kaptur. Przyspieszyłam również kroku, ponieważ znając londyńską pogodę, lada chwila mogła zacząć się potężna ulewa.
-Zoe! -usłyszałam radosny głos ochroniarza, kiedy tylko przekroczyłam próg. -Tak długo cię nie widziałem, gdzie byłaś?
-Dzień dobry -najpierw radośnie się przywitałam, -studia i takie tam, jestem nieco zajęta.
-Rozumiem.
-Tata jest?
-Tak, ma dzisiaj jakieś spotkanie, znajdziesz go na górze.
-Dziękuję -odpowiedziałam z uśmiechem i pospiesznie ruszyłam do windy. Jak zwykle, wcisnęłam guzik z numerem "7". Zatrzymałam się po drodze na kilku piętrach, ale nikt nie chciał jechać w górę, dlatego wciąż byłam w windzie sama. Odjechałam z szóstego piętra i stanęłam naprzeciw drzwi, przygotowując się do wyjścia. Uniosłam wzrok do góry kiedy tylko się rozsunęły i stanęłam jak wryta. Patrzył na mnie zdziwiony swoimi zielonymi tęczówkami. Jego usta nieco się rozszerzyły, ale wciąż nie powiedział nic. Sama nie byłam lepsza. Było mi wstyd. Nie potrafiłam patrzeć mu w oczy. Wciąż jednak nie przestawałam, starałam się utrzymać kontakt wzrokowy jak długo mogłam. Drzwi windy znów zaczęły się zasuwać i dopiero wówczas się ocknęłam. Harry zwinnym ruchem wsadził między nie swoją rękę.
-Hej -zebrałam się na odwagę. Nie przywitałam się jednak swoim normalnym głosem. Nawet największy głupek wyczułby ból jakim był przepełniony. Wiedziałam, że Harry nie ma najmniejszej ochoty ze mną gadać i wiedziałam, że uważa mnie za osobę, dla której liczą się pieniądze, a nie uczucia. Myślał przecież, że mój związek z Niallem to pieprzony kontrakt, a ja nigdy nie wyprowadziłam go z tego błędu. Również dlatego mnie to bolało.
-Hej -odpowiedział z podobnymi uczuciami w głosie. -Jak się masz? -nie wiem, czy zapytał, bo serio go to interesowało, czy nie chciał po prostu wyjść na kompletnie nieczułego faceta. Cieszyłam się jednak, że mnie nie olał.
-W porządku... chyba. A co u ciebie?
-Wszystko okej -wzdrygnął ramionami. -Dawno cię nie widziałem -nie przestawał patrzeć w moje oczy. W przeciwieństwie jednak do wzroku Alexa, ani trochę mnie to nie krępowało.
-Tak, byłam... zajęta. Po drugie podejrzewam, że nie chcesz ze mną rozmawiać -spuściłam wzrok, modląc się tylko o to, by z moich oczu nie poleciała ani jedna łza.
-Przecież rozmawiam -lekko się zaśmiał. To sprawiło, że znowu na niego spojrzałam i również uniosłam kąciki ust. Śmiech ani jego ani mój nie ukrył jednak smutku w oczach. Wiedziałam, że on nadal nie potrafi normalnie na mnie spojrzeć. Jednak coś nas do siebie ciągnęło.
-Tęskniłam za tobą -odpowiedziałam zupełnie poważna. Nie wiem, czy zastanawiał się, czy powiedzieć to samo. W każdym razie tego nie zrobił.
-Chyba muszę już iść -lekko przytaknęłam, Harry widocznie wolał uciekać. Zresztą, jeszcze niedawno pewnie zrobiłabym to samo. -Miło było cię zobaczyć -zdążyłam usłyszeć zanim drzwi windy znów się zasunęły. Kilka chwil postałam jeszcze na miejscu, by pogodzić się z tym, co właśnie się stało. Na szczęście, kobieta pracująca jako sekretarka miała wolne w soboty, dlatego moja rozmowa z Harrym nie rozniesie się po biurze. Szybko odwróciłam się na pięcie i udałam do gabinetu taty. Pokonałam połowę długiego korytarza i stanęłam przed drzwiami. Lekko zastukałam i słysząc "proszę", powoli weszłam do środka.
-Zoe! -krzyknął, kiedy tylko mnie zobaczył. Pospiesznie wstał zza biurka i szybko podbiegł, by mnie przytulić.
-Niespodzianka -zaśmiałam się, wciąż nie mogąc uwolnić się z jego uścisku.
-Teraz moja kolej -usłyszałam Nialla i dopiero wtedy spostrzegłam, że tata nie był w biurze sam. Uśmiechnęłam się do niego i chłopak jako następny mnie przytulił.
-Hej -przywitałam się jeszcze z Liamem siedzącym na kanapie.
-Hej -przyjaźnie się uśmiechnął.
-My już pójdziemy -stwierdził Niall, dając znak Liamowi, że ma się zwijać. -Zoe, przyjdziesz na dzisiejszy koncert?
-Pewnie, jak mogłaby przegapić taką okazję -odpowiedział za mnie mój tata.
-Świetnie, w takim razie spotkamy się w arenie.
-Dzięki za szansę wypowiedzi -skarciłam tatę wzrokiem, kiedy tylko chłopcy wyszli. Nie miałam jednak czasu się na niego gniewać. W końcu mieliśmy dla siebie jedynie dwa dni.
Tata szybko pozbierał najpotrzebniejsze dokumenty z biurka i wsadził je do teczki. Później razem wyszliśmy z jego biura.
-Wejdźmy jeszcze do Georga.
-Po co? -zapytałam zmieszana.
-Da ci wejściówkę na koncert -nie zdążyłam zaprotestować, bo pociągnął mnie do jego gabinetu.
-Dzień dobry -przywitałam się kulturalnie.
-Dzień dobry, Zoe. Miło cię widzieć -posłałam mu ironiczny uśmiech.
-George, mógłbyś dać nam wejściówkę na dzisiejszy koncert chłopców? Zoe chciała się wybrać -tata wyjawił cel naszego przybycia.
-Pewnie -odpowiedział przyjaznym tonem. Otworzył szufladę swojego biurka i wyciągnął z niej to, o co prosił tata. Od razu podał wejściówkę w moje ręce.
-Dziękuję -znów wykazałam się kulturą.
-A teraz wybacz, idziemy na lunch.
-Baw się dobrze -George zdążył jeszcze zwrócić się do mnie.
-Będę -odpowiedziałam, posyłając mu uśmiech podobny do tego sprzed chwili.

*Harry*
 "Jak się masz?" -serio Harry? Nie stać cię na nic lepszego? -mówiłem w myślach sam do siebie, kiedy tylko drzwi windy się zasunęły. W jej obecności faktycznie nie stać mnie było na nic lepszego. Widziałem Zoe pierwszy raz od dłuższego czasu, dlatego zamarłem, kiedy tylko pojawiła się przed moimi oczami. Cały czas zły na siebie, zjechałem na sam dół i wyszedłem z wytwórni, żegnając się tylko z ochroniarzem. Po rozmowie z Zoe, szybko popsuł mi się humor, dlatego nie zatrzymałem się ani na chwilę. Nie zwracałem uwagi na to, czy przed budynkiem znajdują się fani czy też paparazzi. Szybkim krokiem przemknąłem do samochodu i porządnie trzasnąłem drzwiami. Równie szybko odpaliłem silnik i jeszcze szybciej odjechałem. W domu czekała na mnie Gemma.
-A tobie co? -zapytała, bo zamknąłem drzwi mieszkania dużo głośniej niż zwykle.
-Nic takiego -odpowiedziałem nieco oschle i wbiegłem po schodach na górę.
-Harry! -krzyknęła jeszcze za mną, ale zignorowałem to i zamknąłem się w sypialni.
Rzuciłem się na łóżko i bez celu wpatrywałem w sufit. Nie musiałem długo czekać na przyjście Gemmy. Siadła obok i ze stoickim spokojem zapytała, co się stało.
-To nic takiego -nie przestawałem gapić się w sufit.
-Harry -odpowiedziała swoim błagalnym tonem.
-Widziałem Zoe, okej?
-To nie znaczy chyba, że masz trzaskać drzwiami i się ze mną kłócić. Zrobiła ci coś?
-Nie, wręcz przeciwnie -uspokoiłem ton, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że zachowuję się jak palant.
-W takim razie co się stało?
-Powiedziała, że za mną tęskniła... -zacząłem niepewnie. Nigdy nie lubiłem się zwierzać, ale Gemma była w tej chwili jedyną osobą, której mogłem zaufać i się wygadać.
-Przecież ty też tęskniłeś -odpowiedziała jeszcze spokojniej niż wcześniej.
-Co? Ja nie, to znaczy...
-Harry, daj spokój -uniosła brwi. -Znam cię.
-Dobra, zakochałem się, pasuje? Nie chcę o tym gadać -odwróciłem się do niej plecami. -Zostaw mnie samego, proszę.
-Jak wolisz -powiedziała trochę obrażona i wyszła.

*Zoe*
Tata odwiózł mnie pod arenę, kiedy tylko skończyliśmy jeść kolację, upewniając się, że sobie poradzę. Założyłam na szyję wejściówkę, którą dał mi George i podeszłam do wejścia. Było ono przeznaczone dla ludzi z zaproszeniami i biletami, takimi jak mój. Poczekałam w niewielkiej kolejce, a następnie pokazałam wejściówkę ochroniarzowi. Weszłam do areny, ale to nie oznaczało jeszcze wejścia na backstage. Przemykałam przez kolejnych ochroniarzy, każdemu pokazując wejściówkę, aż w końcu dotarłam tam, gdzie chciałam. Na korytarzu spotkałam Liama i Zayna. Zapytałam, gdzie znajduje się Niall i czekałam na ich wskazówki. Po kilku krokach zauważyłam szare drzwi z napisem "One Direction", o których mówili. Zapukałam i nacisnęłam klamkę. W garderobie znajdował się tylko blondyn, co było mi na rękę, bo mogliśmy na spokojnie porozmawiać.
-Okłamałaś mnie! -wydarł się, jednak wiedziałam, że żartował. -Mówiłaś, że nie przyjeżdżasz do Londynu!
-Niespodzianka? -zapytałam nieśmiało.
-Udana -uśmiechnął się szeroko i mnie przytulił.
-Spotkałam Harrego...
-Rozmawialiście?
-Cóż, jeśli kilka wymienionych zdań można nazwać rozmową, to tak.
-Radzę na razie z nim nie rozmawiać, wygląda tak, jakby miał coś rozwalić. Co ty żeś mu zrobiła?
-Ja? -zapytałam zdziwiona. -Nic.
-To dlaczego się tak zachowuje?
-Nie pytaj mnie o to, nie wiem -wzdrygnęłam ramionami. Wtedy nasza rozmowa stanęła, bo ktoś zapukał do drzwi. Pojawiła się w nich Gemma.
-Hej -powiedziałam entuzjastycznie, kiedy tylko ją zobaczyłam.
-Hej -odpowiedziała równie przyjaźnie. -Widzieliście gdzieś Harrego? Nigdzie nie mogę go znaleźć... -spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. Nie odpowiedziałam, tylko przecząco pokręciłam głową. -W takim razie poszukam jeszcze, widzimy się później -wymusiła uśmiech i znów opuściła pomieszczenie.
-Sama widzisz -stwierdził Niall, kiedy zostaliśmy sami.
-Myślisz, że to przeze mnie? -zapytałam nieśmiało, czując poczucie winy.
-Nawet jeśli, to on powinien nauczyć się radzić z uczuciami -potarł moje ramię swoją dłonią. -A teraz przepraszam, ale musimy go znaleźć, zaraz zaczyna się koncert.
-Jasne -odpowiedziałam ze smutnym uśmiechem na ustach i udałam się za blondynem. Nie miałam w głowie mapy całej areny, dlatego było to najbezpieczniejsze wyjście.
Harry znalazł się kilka chwil przed rozpoczęciem koncertu, czekając na chłopców przy scenie. Gemma i ja zostałyśmy pokierowane w inne miejsce, bo przecież żadna z nas nie chciała wylądować koło zespołu, w centrum uwagi. Siadłyśmy na krzesłach ustawionych między sceną a barierkami oddzielającymi fanów i obserwowałyśmy show. Po kilku pierwszych piosenkach, Gemma zaproponowała ponowne udanie się na backstage. Poszłam za nią, bo wiedziałam, że będzie chciała pogadać. Usiadłyśmy w garderobie chłopców i czekałam na to, co ma mi do powiedzenia.
-Harry jest... -zaczęła, nie mogąc dokończyć.
-Zły -zrobiłam to za nią. -Harry jest zły.
-To nie twoja wina...
-Odniosłam inne wrażenie -odpowiedziałam niepewnie.
-To znaczy... Harry chyba nie umie opanować niektórych emocji.
-To nie jego wina, ja powiedziałam za dużo.
-Dobrze zrobiłaś -uspokoiła mnie. -Przynajmniej wie, że o nim nie zapomniałaś.
-Jak mogłabym zapomnieć -westchnęłam.
-Zoe... on też nie zapomniał.
-Gem, widzisz jak on na mnie reaguje, nie powinnam wracać -stwierdziłam i dopiero później pomyślałam nad tym, co powiedziałam.
-Jak to wracać? Gdzie ty byłaś?
-Przeprowadziłam się do Paryża...
-Do Paryża? -nie przestawała zadawać pytań.
-Tak, studiuję tam. Po części była to także dobra droga ucieczki, nie wpadam już na Harrego w wytwórni.
-Słaba ta ucieczka, skoro tu jesteś -spuściłam wzrok, bo usłyszałam prawdę. -Przepraszam.
-Nie daj spokój, przecież to prawda. Harry nie umie uciekać, a ja jestem w tym jeszcze gorsza.
-Fakt, dobraliście się -lekko się zaśmiała. Mi natomiast nie było do śmiechu, dlatego zignorowałam to stwierdzenie.
-Proszę, nie mów Harremu, gdzie jestem. Wolałabym...
-Wolałabyś nadal uciekać? -przerwała mi.
-Nie. Wolałabym, żeby nie wiedział, gdzie jestem.
-Skoro tego właśnie chcesz... Nie powiem mu.
-Dziękuję -posłałam jej wymuszony uśmiech.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

15 "Siądziemy w bufecie?"


*Harry*
Zdjąłem z siebie ciepłą pościel, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi i szybko zbiegłem po schodach. Nie miałem pojęcia, kogo się spodziewać z samego rana, dlatego bez zastanowienia otworzyłem. Moim oczom ukazała się uśmiechnięta i wyraźnie (w przeciwieństwie do mnie) wyspana Gemma.
-Niespodzianka! -wykrzyczała mi prosto w twarz i weszła do środka.
-Jasne, zapraszam -sarkastycznie powiedziałem pod nosem i wzdychając, znów zamknąłem drzwi.
-Co? -zapytała zmieszana.
-Nic, nic -wymusiłem uśmiech i niezbyt energicznym krokiem udałem się do salonu. -Co tu robisz? -zadałem pytanie zaraz po tym, jak znalazłem się na kanapie. Gemma zdążyła w tym czasie zdjąć z siebie płaszcz i ruszyła do kuchni.
-Przyjechałam cię odwiedzić. Nie mogę?
-Możesz, ale następnym razem przyjedź o normalnej porze.
-Jest po dziesiątej. Zazwyczaj już nie śpisz o tej godzinie.
-Zazwyczaj śpię w nocy. Dzisiaj nie zmrużyłem oka -odpowiedziałem wciąż zmęczony.
-Coś się stało? -zapytała nieco przejęta i przyszła siąść koło mnie.
-Nic nadzwyczajnego -jedynie wzruszyłem ramionami.
-Gadaj -zmroziła mnie wzrokiem.
-Gemma, daj spokój, to nic takiego.
-Chodzi o Zoe? -przeszły mnie ciarki, kiedy tylko usłyszałem jej imię. -Myślałam, że już ci przeszło -nie przeszło, wręcz przeciwnie. Nie chciałem jednak mówić o tym siostrze, bo z pewnością dostałbym jeden z jej "mądrych" wykładów na temat miłości.
-Błagam, skończ -wywróciłem oczami i wtuliłem się w poduszkę, starając się unikać kontaktu wzrokowego z Gemmą.
-Więc jednak.
-Możemy o tym nie rozmawiać? -zapytałem wyraźnie zirytowany i teraz to ja posłałem jej mrożące spojrzenie. Później wróciłem do poprzedniej pozycji. Gemma chyba faktycznie zrezygnowała z tej rozmowy, bo po głośnym westchnięciu, nie słyszałem już nic.

*Zoe*
Jak zaplanowałam, nie poszłam na uczelnię i spędziłam z Niallem cały dzień. Odprowadziłam go na dworzec około siedemnastej, a następnie udałam się z powrotem do mieszkania. Tuż przed wejściem do kamienicy mój telefon wydał z siebie dźwięk. Dzwoniła Gemma. Nie chciałam jednak odbierać, bo z pewnością zapłaciłaby więcej niż za nasze rozmowy w Anglii. Nie chodziło o kwotę, przecież Gemma nie narzekała na brak pieniędzy. Po prostu miała myśleć, że nadal jestem w Londynie. Poczekałam więc do momentu, gdy telefon przestał dzwonić, a kiedy znalazłam się już w domu, wysłałam sms. Wiadomości nie kosztowały nas ani pensa. Co więcej, Gemma nie mogła sprawdzić, skąd pisałam. Wystukałam wiadomość i jak najszybciej wysłałam: "Przepraszam, jestem nieco zajęta. To coś ważnego?"
Nie musiałam długo czekać, bo już po chwili odpisała: "Nie, jestem po prostu w Londynie. Chyba powinnyśmy porozmawiać."
Zdziwiłam się, ponieważ odczułam w wiadomości nutę formalności i powagi. Podejrzewałam, co (a właściwie kto) ma być tematem tejże rozmowy, ale odpisałam jednak: "Coś się stało?".
Na wiadomość od Gemmy musiałam chwilę poczekać, dlatego w międzyczasie zdjęłam z siebie kurtkę i wstawiłam wodę na herbatę. Kiedy telefon na stole znów zadzwonił, czym prędzej udałam się w jego stronę. Odczytałam to, co wyświetliło się na ekranie i myślałam, co odpisać.
"Wolałabym nie załatwiać tego przez telefon. Daj znać, kiedy będziesz mogła pogadać."
Zaczęłam bać się tego, co miała zamiar powiedzieć mi Gemma. Wiedziałam, że wciąż miała do mnie żal o to, co się stało, ale nie sądziłam, że mamy jeszcze o czym rozmawiać. W prawdzie mogłyśmy gadać o jakichś babskich sprawach, ale na pewno nie wymagałoby to żadnych poważnych smsów. Odpisałam więc szybkim "okej" i szybko zastanowiłam się nad wizytą w Londynie. W końcu znalazłam więcej plusów niż minusów, dlatego otworzyłam laptopa z myślą zarezerwowania miejsca w pociągu. Pociąg przeważał nad samolotem, bo nie musiałam martwić się o żadne bagaże czy karty pokładowe. Wybrałam połączenie na sobotni ranek i od razu wysłałam przelew. Po przejrzeniu także kilku tweetów i postów na facebooku, zamknęłam laptopa i udałam się pod prysznic. Byłam dość zmęczona po nieprzespanej nocy, a następnego dnia czekały mnie ważne wykłady, dlatego poszłam spać tuż przed dwudziestą trzecią.

Zaraz po zajęciach z fotografii, wyszłam na korytarz i stanęłam przed automatem z kawą. Wrzuciłam monety i wybrałam napój. Czekałam aż kubek napełni się płynem dopóki ktoś nie dźgnął mnie w bok. Lekko wystraszona podskoczyłam i szybko odwróciłam się w stronę mojego oprawcy.
-Znów się spotykamy -stwierdził uśmiechnięty.
-To chyba niedziwne? Studiujemy na tej samej uczelni -odpowiedziałam na jego stwierdzenie, po czym chwyciłam kubek, który zdążył napełnić się kawą.
-Siądziemy w bufecie?
-Przepraszam, ale muszę wracać na wykład. Spotkamy się później -powiedziałam pośpiesznie i udałam się w stronę sali.
-Hej, zaczekaj! -zdążył jeszcze chwycić mnie za rękę. Zatrzymałam się w miejscu, chcąc ratować wrzątek znajdujący się w mojej ręce i poczekałam aż Alex znów stanie obok. -Może dasz mi swój numer? Będę miał pewność, że mi nie uciekniesz -lekko się zaśmiał, co było dość urocze. Nie miałam wątpliwości, przecież to tylko numer telefonu. Po drugie Alex wydawał się miłym chłopakiem, dlatego przytaknęłam i dałam mu to, o co prosił. Później szybkim krokiem udałam się z powrotem do sali.

*

"Wyszłaś tak szybko, że nie zdążyłem Cię złapać. Liczę na kawę w bufecie jutro. A." -zobaczyłam wiadomość na ekranie, kiedy skończyłam gotować obiad. Siadłam przy stole i odpisywałam równocześnie jedząc: "Jeśli znów się nie miniemy, to bardzo chętnie". Na drugiej linii czekała na mnie również Nina, pytając jak sobie radzę. Nie chciałam, by się martwiła, a o mojej samotności wiedział jedynie Niall, dlatego podczas rozmowy z nią, udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W międzyczasie dostałam również smsa od Alexa: "Wiesz, w sumie wolę nie ryzykować. Co powiesz na spotkanie wieczorem?" Szczerze, nie miałam nic lepszego do roboty, a spotkanie z chłopakiem było szansą na oderwanie się od męczącej mnie samotności. "Kawa wieczorem nie jest dobrym pomysłem, ale herbatą nie pogardzę" -odpisałam szybko.
"W takim razie, może wpadnę po Ciebie o 19? Podaj tylko adres"
Zgodziłam się na spotkanie z Alexem, wysyłając mu adres swojego mieszkania. Nie chciałam, by chłopak myślał, że bardzo się dla niego staram, dlatego nie zmieniłam stroju, rozpuściłam jedynie włosy. Przypudrowałam także twarz i byłam gotowa już przed dziewiętnastą. Alex zjawił się punktualnie, a później razem udaliśmy się do jednej z paryskich kawiarni. Wszystko było cudownie oświetlone małymi lampkami, stwarzając bardzo romantyczną atmosferę. Alex odsunął moje krzesło, pozwalając mi usiąść, później zajął miejsce naprzeciw.
-Miło tu -uśmiechnęłam się przyjaźnie, jeszcze raz rozglądając się dookoła.
-To prawda -potwierdził moje słowa, odpowiadając uśmiechem. W tym samym momencie podszedł do nas kelner i zapytał, co chcemy zamówić. Alex od razu odpowiedział po francusku, że prosimy o dwie herbaty, po tym, mężczyzna znów się oddalił.
-Mówisz po francusku? -zapytałam, by zacząć jakikolwiek temat.
-Tak, mój tata jest Francuzem, zadbał o to.
-To dlatego twój akcent nie jest czysto brytyjski.
-Jesteś spostrzegawcza - nie przestawał głęboko patrzeć mi w oczy, co stało się nieco krępujące. Dlatego po jakimś czasie spuściłam wzrok. Chłopak chyba zdał sobie sprawę, że nie jest to dla mnie wygodne, bo przez kolejne minuty rozmowy starał się unikać ciągłego kontaktu wzrokowego.
Myślałam, że nie będziemy mieli o czym gadać, ale właściwie nie brakowało tematów. Najpierw Alex opowiedział mi trochę o uczelni, później pytał dlaczego wybrałam właśnie ją, a skończyliśmy na ulubionej herbacie. Chłopak był w połowie Brytyjczykiem, ja natomiast w stu procentach, dlatego nie zdziwiły mnie jego porady na temat jej parzenia. Wyszliśmy z kawiarenki już po około godzinie, ale wieczór był tak miły, że Alex poprosił o spacer. Przeszliśmy się wzdłuż rzeki, mijając przy tym tłumy ludzi. Mimo, że był środek tygodnia, to wszędzie było pełno. Paryż to jedno z miast, które niezależnie od dnia i pory, zawsze tętni życiem. Nie przeszkadzało mi to, wiedziałam, że jestem sama, dlatego cieszyło mnie, że inni byli szczęśliwi. Kilka minut po dwudziestej pierwszej, Alex odprowadził mnie pod drzwi kamienicy i po złożeniu pocałunku na moim policzku, oddalił się. Nieco zmieszana, szybko wbiegłam po schodach i weszłam do mieszkania. Oczekiwałam, że kiedy ktoś pocałuje mnie w policzek, momentalnie poczuję taki dreszcz jak wtedy, gdy zrobił to Harry. Tym razem nic się nie stało. Bo chyba wciąż czekałam na to, aż pocałuje mnie Harry. Wiedziałam jednak, że nie mogę na to liczyć. Siadłam więc na kanapie i zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak uwolnić się od uczucia, którego nie mogłam opanować.
*

Manipy

Żaden z tzw. "manipów" nie należy do mnie. Pochodzą z niżej wymienionych blogów:

hilyheartsme.tumblr.com
hailhily.tumblr.com
cutehily.tumblr.com
yeahcrackships.tumblr.com

środa, 12 sierpnia 2015

14 "Nie masz jakiegoś koncertu?"

Wciągnęłam na nogi czarne rurki i założyłam bluzkę w paski na długi rękaw. Do torby wrzuciłam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i chwyciłam okulary leżące na biurku. Zważając na to, że był to dopiero mój drugi dzień na uczelni, nie chciałam spóźnić się na wykład. Właśnie dlatego moje śniadanie to jedynie chwycony w pośpiechu banan. Szybkim ruchem zdjęłam sweter, wiszący na krześle i po upewnieniu się, że zakluczyłam drzwi, zbiegłam po schodach. Mimo że nad Paryżem malowało się przepiękne słońce, tego ranka nie pozwoliłam sobie na robienie jakichkolwiek zdjęć. Doszłam więc na uczelnię w przeciągu piętnastu minut. Korytarz wypełniony był studentami. Kojarzyłam jedynie niewielu, dlatego pozostałam w strefie własnego komfortu, nie rozpoczynając z nikim konwersacji. Profesor otworzył drzwi od sali wykładowej nieco spóźniony, po czym rozpoczął zajęcia. Skupiałam się na wszystkim co mówi, robiąc szczegółowe notatki. Nie spostrzegłam nawet, kiedy minęły dwie godziny. Właśnie po tym czasie, należała się wszystkim przerwa. Banan złapany w biegu nie okazał się zbyt dobrym śniadaniem, dlatego w bufecie znajdującym się na uczelni kupiłam kanapkę i siadłam przy jednym ze stolików. Jadłam, jednocześnie odpisując na smsy Niny, która opowiadała o swojej uczelni.
-Mogę się dosiąść? -zapytał znany mi już głos.
-Pewnie -odpowiedziałam uśmiechnięta, unosząc głowę w jego stronę.
-Chyba rozwiązałem zagadkę -był wyraźnie zadowolony.
-Z przyjemnością stwierdzam, że ja również.
-Widzę, że przestałaś obracać się w towarzystwie grubych ryb -wspomniał o tym, co stało się tematem do rozmowy, kiedy się poznaliśmy.
-Powiedzmy, że mam przerwę -posłałam mu niepewny uśmiech.
-Studiujesz tutaj? -zmienił temat, widząc, że nie jestem zadowolona poprzednim.
-Tak, fotografię -przytaknęłam. -A ty?
-Historię sztuki, jestem na drugim roku.
-Cóż, myślałam, że catering to twój plan na życie...
-Daj spokój, to była tylko praca na wakacje -wzdrygnął ramionami. -Odpisz -wskazał na telefon, który zaświecił się, kiedy Nina wysłała kolejną wiadomość. Nie chciałam być niekulturalna, więc stwierdziłam, że odpowiem na smsa później. Alex jeszcze chwilę posiedział ze mną przy stoliku, lecz po chwili rozmowy przyznał, że zaczyna kolejny wykład. Miałam wówczas czas, by dokończyć swoją kanapkę i odpisać na wiadomość Niny. Wróciłam do sali wykładowej na kilka chwil przed rozpoczęciem kolejnych zajęć.

*Harry*
Wszedłem do wytwórni mając nadzieję, że nigdzie nie natknę się na Zoe. Udało mi się uciec do Stanów na dość długi czas, ale w związku ze zbliżającą się trasą, musiałem wrócić. Uciec to chyba złe słowo. Im byłem od niej dalej, tym intensywniej o niej myślałem. Wciąż nie mogłem zrozumieć, dlaczego okazała się jak wszystkie inne. Nigdy nie pomyślałbym, że chodziło jej o jakikolwiek kontrakt. Wydawała się być szczera we wszystkim, co robiła. To zraniło mnie jeszcze bardziej.
Widząc, że drzwi windy zaczynają się zasuwać, przyspieszyłem kroku i wszedłem do środka. Nacisnąłem guzik z numerem 7 i czekałem, by znaleźć się na górze. Widok nie zmienił się od czasu, kiedy byłem w wytwórni ostatnio; przywitała mnie niezbyt inteligentna kobieta z recepcji, jak zwykle pytając, czy podać coś do picia. Stwierdziłem jednak, że wolę nie znaleźć w kawie soli zamiast cukru, dlatego udałem się prosto do Georga. Lekko stuknąłem w drzwi, po czym wszedłem do środka. Na kanapie oprócz managera siedział również Niall, zawzięcie z nim dyskutując. Przestali dopiero, kiedy w pomieszczeniu znalazłem się ja.
-Cześć -rzuciłem obojętnie do obu. Nie chciałem, by prywatne sprawy odbijały się na tych zawodowych, ale chyba nie było sposobu na uniknięcie takiej sytuacji. Najlepszy przyjaciel nie miał żadnych skrupułów, by mnie okłamać, a to wystarczyło do całkowitego stracenia mojego zaufania. Nie byłem jednak typem człowieka, który takie sprawy załatwiał siłą, ani śmiesznym obrażaniem, dlatego w towarzystwie Nialla ograniczałem wykazywanie jakichkolwiek emocji.
-Harry, miło cię widzieć -George odpowiedział nadzwyczaj przyjaźnie. Nie zdawał sobie sprawy, że wiem o całej sprawie. Przecież wszystko miało do końca pozostać tajemnicą. -Siądź -ręką wskazał na miejsce obok Nialla. Nie skorzystałem jednak z jego propozycji i wygodnie siadłem w fotelu naprzeciw. -Przepraszam za małe opóźnienie, ale musimy poczekać jeszcze na resztę.
W biurze zastała niezręczna cisza, której żaden nie chciał przerwać. Jedyną osobą mógł być George. Niall zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że nie mam ochoty na rozmowę z nim. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać na pozostałych. Kilka chwil później, w biurze zjawił się Liam. Pięć minut spóźniony wszedł również Zayn. Louis natomiast, jak zwykle przyszedł ostatni. Z półgodzinnym opóźnieniem, wszedł do biura, rzucając jedynie szybkie i niezbyt przekonujące "przepraszam". George prosił nas o podjęcie kilku decyzji dotyczących nadchodzącej trasy. Bez problemów, jak zwykle za pomocą głosowania, większością głosów, w ciągu kilkunastu minut ustaliliśmy wszystko, co mieliśmy. Żaden z nas nie miał ochoty na pozostanie w biurze Georga, dlatego po kolei zaczęliśmy opuszczać pomieszczenie. Nie chcąc dłużej siedzieć i udawać zadowolonego, wyszedłem jako pierwszy. Zatrzymałem się na środku korytarza, kiedy tylko usłyszałem swoje imię. Niepewnie odwróciłem się w stronę Nialla i czekałem, co ma mi do powiedzenia.
-Możemy pogadać? -nie odpowiedziałem na jego pytanie, jedynie dałem mu znać, że może zacząć. Sam nie miałem ochoty rozmawiać, dlatego zdecydowałem się na słuchanie. -Wolałbym w bardziej ustronnym miejscu -przeniósł wzrok na kobietę siedzącą przy biurku. Kiedy spojrzałem w tamtą stronę, wiedziałem, dlaczego Niall nie chciał rozmawiać w tamtym miejscu. Gdybyśmy bowiem zostali, z pewnością całe biuro szczegółowo znałoby treść naszej rozmowy. Oboje udaliśmy się więc do bufetu. Tam przywitała nas pani Barbara. Nie wyglądała na plotkarę, poza tym była zajęta czytaniem swojej książki, więc nie przejmowaliśmy się jej obecnością.
Niall nie próbował się tłumaczyć. Szczerze mówiąc było mi to na rękę, nie chciałem słuchać żadnych niepotrzebnych wyjaśnień. Wyznał po prostu, że jest mu przykro i chciałby znów być moim przyjacielem. Uścisnąłem jego rękę, ale wiedziałem, że musi minąć nieco czasu, by wszystko wróciło do normy. Niall stracił moje zaufanie i z pewnością nieszybko je odzyska.
Ku mojemu zdziwieniu, ani razu nie wspomniał o Zoe. Widocznie zdał sobie sprawę, że oszukała ona nie tylko mnie, ale także jego.

*Zoe*
Kilka minut po osiemnastej, zakończyłam rozmowę z Niną i postanowiłam wyjść z mieszkania. Chciałam nie tylko zrobić kilka zdjęć, ale też pomyśleć. Świeże powietrze zawsze dobrze wpływało na moje samopoczucie. Sweter, który wcześniej schowałam do torby, tym razem wylądował na moich ramionach i po upewnieniu się, że mam ze sobą wszystko, co potrzebne, wyszłam z domu. Nie znałam dobrze ulic, którymi się poruszałam, a moim jedynym odniesieniem, była Wieża Eiffela. Od kiedy znalazłam się w Paryżu, nie wychodziłam też bez mapy w torbie. Byłam więc niemalże pewna, że się nie zgubię. Spacerowałam wzdłuż bulwaru i szczerze mówiąc, zapomniałam o jakichkolwiek zdjęciach. Spuściłam głowę, kiedy spłynęła na mnie fala szczęśliwych par, znajdujących się wokoło. Chodziłam, znów myśląc, co by było gdyby. W którymś momencie przeszło mi nawet przez myśl skontaktowanie się z Harrym, ale dość szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. To właśnie wówczas, zdałam sobie sprawę z tego, że jestem zupełnie sama. Odczuwałam wielką potrzebę pogadania z kimś, zwykłego "wszystko będzie dobrze", ale w Paryżu nie było nikogo, kto mógłby powiedzieć te słowa. Nie wiem dlaczego, ale osobą do której zadzwoniłam w tamtym momencie, był Niall. Ani Nina, ani tata nie wydawali się dobrymi rozmówcami.
-Hej, właśnie o tobie myślałem! -odpowiedział energicznie, kiedy tylko odebrał połączenie.
-Niall, ja jestem zupełnie sama... -nie wysiliłam się nawet na powitanie. Od razu, ze smutkiem w głosie, przeszłam do sedna.
-Co się stało? -pospiesznie zapytał przejęty.
-Paryż to nie był dobry pomysł, nie umiem uciekać.
-Zoe, co się stało?
-Zdałam sobie sprawę, że zostałam całkiem sama.
-Co ty mówisz, przecież masz tatę, Ninę... Zoe, masz mnie -dodał zdecydowanie.
-Niall, ja... przyjechałam tutaj głównie ze względu na Harrego... i zostałam sama.
-Wiem, że chciałaś zapomnieć, ale...
-Nie zapomnę -przerwałam i prawdopodobnie powiedziałam to, co chciał Niall. Na chwilę w słuchawce zapanowała cisza. Również ja jej nie przerwałam. Sama nie wiedziałam, co jeszcze mogłabym mu powiedzieć.
-Podaj mi swój adres -nie pozwolił mi się więcej zastanawiać.
-Słucham? -zapytałam zmieszana.
-Mam jutro wolne, złapię pociąg i jeszcze dziś u ciebie będę.
-Niall, nie musisz tego...
-Oh po prostu podaj ten adres -wiedziałam, że przekonywanie go nie miało sensu. Nie chciałam, by marnował swój dzień na wysłuchiwanie moich smutków. Z drugiej jednak strony, potrzebowałam kogoś bliskiego. Dałam Niallowi to, o co prosił i postanowiłam wrócić do mieszkania. W moim aparacie nie przybyło ani jednego zdjęcia, co oznaczało kompletne załamanie. Fotografowałam, gdy tylko miałam na to okazję. Kiedy nie robiłam zdjęć, musiałam być w złym stanie psychicznym.
Znalazłam się z powrotem w kamienicy i szybkim krokiem pokonywałam kolejne stopnie. Potknęłam się o ostatni i z pewnością leżałabym na ziemi, gdyby nie moja sąsiadka.
-Merci! -odpowiedziałam pospiesznie i posłałam jej ciepły uśmiech.
-Pas du tout -usłyszałam od równie uśmiechniętej dziewczyny. Wywnioskowałam, że powiedziała "nie ma za co", ale chciałam się upewnić.
-Mój francuski chyba jest nieco ograniczony -zaczęłam niepewnie po angielsku.
-Ależ to nic takiego -sprawnie odpowiedziała w moim języku.
Zdążyłam zorientować się, że angielski Alice był dużo lepszy niż mój francuski. Właśnie dlatego, nie miałyśmy żadnego problemu z dogadaniem się, kiedy tylko zaprosiłam ją na kawę. Dziewczyna siadła przy stole i dyskretnie rozejrzała się po mieszkaniu. Dowiedziałam się, że Alice pochodziła z południa Francji. Do Paryża przyjechała w tym samym celu, co ja - na studia. Właściwie, ja przyjechałam po części, by uciec przed Harrym, ale oficjalna wersja wydarzeń była inna. Moja sąsiadka okazała się mieć podobne zainteresowania do mnie, bo studiowała fotografię na tej samej uczelni. Nie odbywałyśmy jednak zajęć w tym samym budynku, gdyż moje prowadzone były w języku angielskim. Rozmawiałyśmy przez niecałe pół godziny, po czym Alice postanowiła wrócić do siebie. Szczerze mówiąc, było mi to na rękę. Mogłam spokojnie ogarnąć dookoła przed przyjazdem Nialla. Sprzątnęłam więc kubki ze stołu i dokładnie umyłam w zlewie. Uprzątnęłam też bałagan znajdujący się w salonie, po czym udałam się do sypialni. Poranny pośpiech nie pozwolił mi na zaścielenie łóżka, dlatego właśnie to zrobiłam, kiedy tylko znalazłam się w pomieszczeniu. Dość niestarannie ułożyłam poduszki i siadłam na krześle. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam pojedyncze krople deszczu. Przypomniały mi one jedynie o Anglii. Tęskniłam za domem i to bardzo. Cholernie chciałam wyrwać się z Paryża i wracać. Ale to oznaczałoby moją słabość. Nie chciałam zawodzić ani Niny, ani taty. Oboje pragnęli, bym w pełni wykorzystała szansę, jaką miały być studia we Francji. Nie byłam jednak pewna, czy ja tego chciałam.
Przed przyjazdem Nialla, zdążyłam jeszcze wziąć prysznic. Ubrałam wygodne dresy i luźną koszulkę, po czym siadłam na kanapie w salonie. Jak zwykle, wzięłam laptopa na kolana i przeglądałam interesujące mnie strony internetowe. Pukanie rozległo się dopiero chwilę po dwudziestej drugiej. Czym prędzej, odłożyłam laptopa na stół i z prędkością światła znalazłam się pod drzwiami. Spojrzałam jeszcze przez wizjer i po upewnieniu się, że to Niall, otworzyłam. Nie czekałam na zbędne "hej". Po prostu rzuciłam się w jego ramiona. Wiedział, że cholernie tego potrzebowałam, dlatego nie puścił. Wciąż trzymając mnie przy sobie, lekko popchnął wgłąb mieszkania i zamknął drzwi. Później mocniej ścisnął mnie w talii.
*
Tej nocy w ogóle nie spałam. Zresztą tak samo, jak i Niall. Oboje siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy do świtu. Rano nie byłam w stanie nawet zapamiętać, co było tematem tychże rozmów. Wiedziałam jedynie, że opowiedziałam Niallowi, jak ciężko jest mi samej w Paryżu. Później pewnie porozmawialiśmy kilka godzin o Harrym.
W środy miałam tylko trzy godziny zajęć na uczelni, dlatego tego dnia postanowiłam, że tam nie pójdę. Poza tym, miałam przecież gościa. Około dziewiątej przetarłam zmęczone oczy i rozejrzałam się dookoła. Wciąż siedziałam na kanapie, przykryta kocem. Obok nie było jednak Nialla. Kiedy wstałam, znalazłam zgubę w kuchni.
-O, już wstałaś - powiedział, kiedy tylko mnie zobaczył. Był zajęty przygotowywaniem tostów i jajecznicy. Sama nie wiedziałam nawet, skąd miałam jajka. Wciąż zaspana, podeszłam bliżej, oferując swoją pomoc. Niall poprosił, bym przeniosła sok pomarańczowy i szklanki na stół. Posłusznie wykonałam zadanie i wróciłam do kuchni, opierając się o blat.
-Dziękuję - powiedziałam nieśmiało, uważnie patrząc na to, co robił.
-Za co? -zapytał z uśmiechem na twarzy i na chwilę przeniósł na mnie swój wzrok.
-Za wszystko, dziękuję, że jesteś.
-Nie dziękuj, po to są przyjaciele -posłał mi jeszcze ciepły uśmiech i wrócił do smażenia jajecznicy. -Siadaj do stołu.
Posłusznie zajęłam jedno z krzeseł i czekałam aż dołączy do mnie Niall. Chłopak postawił przede mną talerz z jajkami i tostami.
-Pogodziłeś się z Harrym? -zapytałam nagle, nie mogąc dłużej kryć tego pytania w sobie.
-Pogodziłeś to chyba za dużo powiedziane. W każdym razie, rozmawiałem z nim.
-Co powiedział? -może powinnam raczej zapytać "mówił coś o mnie?", przecież jedynie o to mi chodziło...
-Nic nie powiedział, wiesz jaki jest Harry. Wiem, że ma żal. Nie tylko do ciebie, do mnie też.
-Wiem... -odpowiedziałam dość szybko i wbiłam wzrok w jajecznicę.
-Ty nie masz zajęć przez przypadek? -sprawnie zmienił temat.
-Mam, ale niezbyt ważne. A ty?
-Co ja?
-Nie masz jakiegoś koncertu?
-Przecież mówiłem, że mam dziś wolne. Koncert gramy dopiero jutro. Dlatego przepraszam, ale wieczorem będę musiał wracać do Londynu...
-Daj spokój -przerwałam, kiedy tylko zaczął się tłumaczyć.